Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co robię kiedy nie piszę magisterki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą co robię kiedy nie piszę magisterki. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 maja 2015

Czego nie robię, kiedy muszę pisać magisterkę?

Kurcze blade! To już końcówka maja :O A jeszcze 4 tygodnie temu byłam po wieczorze panieńskim. Raz mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a innym razem jakby to już wieki temu było. Ale wydaje mi się, że między ślubem a dniem dzisiejszym jest jakaś wielka czarna dziura, stąd takie mieszane uczucia. Stoję w miejscu i ciężko mi określić, czy to wszystko wolno czy szybko się porusza/mija. Generalnie czuję się mega nieswojo, co mi do końca nie pasuje. Nie wiem czy jest to np. uwarunkowane, że moje bieganie leży i płacze, czy może dlatego, że w niedalekiej przyszłości czekają mnie spore zmiany, do tego niesprecyzowane.. Ale trzeba się wziąć w garść ;)

BIEGANIE
A ja myślałam, że wracam z zaświatów.. A tu jeszcze gorzej niż tydzień temu. Jedynie 8km. Muszę poprosić o plan i zacznę od jutra przygotowania do maratonu , bo inaczej to będę musiała swój start przesunąć o 2 tygodnie (z Wrocławia na maraton w Warszawie), a tego bym nie chciała. 

ĆWICZENIA
Nie wykonywałam. Wytłumaczenie później.

SŁODYCZE - Jedzenie?
Mamy od środy wyciskarkę do owoców i prawie codziennie coś przygotowuję za jej pomocą :) Wróciłam do picia yerby. Wali mi ona petami czasami, ale ogólnie jest pyszna. Zakochałam się w gruszkowej :)
Ale najbardziej czekam na upały, wtedy na 100% na zimno, z lodem i cytryną będę ją pić ( z tym czekaniem to przesada jednak.. kto normalny czeka na upały?). A jeśli chodzi o słodycze, to jest raz lepiej raz gorzej. Wczoraj totalnie śmieciowy dzień był :P Ale dzisiaj jest niedziela i dobry dzień by wszystko zmienić ;)

CZYTANIE
Dosyć szybko skończyłam czytać Piaskowego Wilka. Opowiadania są króciutkie, więc za specjalnie starać się nie musiałam. Powróciłam do Terry'ego Pratchetta i Czarodzicielstwa . Jeszcze do niedawna nawet bym do ręki jego książek nie wzięła. Jak byłam w podstawówce i widziałam ich okładki w empiku, wtedy wydawały mi się dziwaczne i zawsze myślałam, że fabuła jest pewnie skomplikowana - na bank nie dla mnie. Na swoim koncie mam już przeczytane Pomniejsze bóstwa  oraz Ruchome obrazki - polecam! Każda jest fajna na swój sposób :)

MGR
Tu się przez chwilę ruszyło. Aż do moich 5 stron dopisałam aż jedną :P Dzień się jeszcze nie skończył, więc może jeszcze dzisiaj coś się urodzi i dołączy do sześciu sióstr stron.

Problem jest taki (tu ciąg dalszy ĆWICZEŃ), że jeśli nie piszę pracy, to mogłabym "marnować" czas na coś pożytecznego. Ale w mojej głowie lepiej wygląda marnowanie czasu na głupoty niż na jakieś fajne rzeczy. Wtedy pretensje mogę mieć jedynie do siebie, a nie do innych rzeczy/ osób. Szczególnie jeśli te rzeczy są przyjemne, bądź dostarczają jakąś rozrywkę. 

Nie ćwiczę, bo: zajmuje to trochę czasu, do tego rozciąganie, umyć się i znowu się ubrać, zjeść jakiś posiłek regeneracyjny.. - to wszystko sporo czasu zajmuje.
Nie czytam, bo: czytanie jest ciekawe i czasami zabawne (zależy co się czyta) a jak wciągnie, to sporo czasu zabiera (nawet noc potrafi ukraść)
Nie oglądam filmów, bo: nie wiem na który się zdecydować, długo trwają i dostarczają rozrywkę.
Nie oglądam seriali (szczególnie tych koreańskich) bo: te już w ogóle pochłaniają bez reszty ;)
Nie spaceruje podczas ładnej pogody, bo nie zasługuję na ładną pogodę..
Nie biegam, bo przecież muszę robić coś innego!

Co robię w tym czasie nie jest warte uwagi.. Ale żeby nie było, można na przykład:
* oglądać serial na przewijaniu, żeby po 2-3 godzinach się przekonać, że już te odcinki kiedyś widziałam..
* ucinać drzemkę za drzemką
* robić enty raz coś do jedzenia/ do picia; jeśli nie ma nic do jedzenie
* można pójść do sklepu po coś do jedzenia
* standardowo posprzątać całą chatę (odkurzać, zmywać, wycierać kurze, wyrzucić śmieci)
* robić ładne fryzury, może się się z domu nie wychodzi i pokazuje tylko Ukochanemu
* pisać notkę na bloga
* przeglądać internet - why not? 

To wszystko ma sens. A te wyrzuty sumienia? Nie wiem, jak kiedyś będę mogła bez nich żyć. 
A tak na poważnie, przyszła mi na myśl reklama Snickersa. Tylko ja bym zamieniła "głodny" na "zestresowany", a Snickersa na "zacznę od jutra". Nie wiem, w którym miejscu to miało być poważne ;)

Proszę nie brać ze mnie przykładu. 

Miłego tygodnia ;)