Grrrr miłość do mojego zwierza się właśnie zakończyła. Znosiłam sikanie na kanapę przed wiele lata. Tyle razy miałam ochotę go pochlastać. Ale nie mam zamiaru tolerować tego w nowym mieszkaniu.. zdarzyło się raz i więcej się nie powtórzy. Chociaż i tak sporo czasu wytrzymał, bo prawie równy rok, ale w sumie od 2 miesięcy urządza sobie spacery do drugiego pokoju. Nie, nie mam zamiaru go za to chwalić. Grrr. Chyba wie, że źle zrobił.. Ma czas żeby przemyśleć swoje zachowanie :P Swoją drogą nie sika nigdzie w domu, ale jak wlezie na łóżko to robi to natychmiastowo... jakby wiedział, że akurat to miejsce wkurwi mnie najbardziej.. Dość żalenia się, czas na podsumowanie. BIEGANIE 86.5km w tym (a raczej poprzednim) tygodniu. Jeden trening pominięty (nie wiem why? chyba wybitnie mi nie leżał, mimo że to nic ciężkiego nie było). Tempo jakoś nie jest rewelacyjne, to znaczy ja z niego nie jestem zadowolona. To nie tak, że zawsze tak uważam. Są dni, kiedy faktycznie jestem zadowolona ze swojego treningu, szczególnie jak długo się do niego zbierałam (czyt. cały dzień lub psychicznie już dzień wcześniej go przeżywałam). Nie zmienia fakty, że jakieś drugie zakresy czy kilometrówki wychodzą średnio. Zastanawiam się, czy sama podświadomie się blokuję i czy powinnam mieć osobę, która mi tempo narzuca. ĆWICZENIA
Milion kcal :P
Nie było :P Ale był basen. Długo to nie trwało, bo samego "pływania" w moim wykonaniu było zaledwie 35min/45min pobytu w wodzie. Marzę o dniu, kiedy się pokochamy w pływaniem. Na chwilę obecną to jedynie forma relaksu. Chodzą mi po głowie ćwiczenia po bieganiu, ale zwykle wracam w takim stanie opłakanym, że nie wiem czy za picie, jedzenie czy prysznic się zabrać najpierw.
SŁODYCZE Zapomniałabym o tej kategorii. Chyba ogólnie tragedii nie ma, bo więcej owoców ostatnio jem. Mimo to zdarzają się wyżerki, bo teściowie rozpieszczają ;)
CZYTANIE Skończyłam czytać książkę o kupie! Finally! Trochę czasu to zajęło, ale jestem bogatsza o sporo nowych informacji. Polecam posłuchać jak sama autorka wypowiada się o temacie. Urocza dziewczyna :) Teraz na tapecie30 dni do zmianEdyty Zając. Co poradzę, zawsze lubiłam poradniki ;) POZA TYM
No wciąga ;)
<rumieni się> Wciągnęłam się w Don't Starve i będę musiała niedługo leczyć się z uzależnienia. Teraz we śnie ciągle chodzę i zbieram rzeczy: "to się przyda/ potrzebuję jeszcze _ tego". A potem rano zmęczona jestem, skoro tyle się napracuję w nocy ;) W tym tygodniu zapowiadają upały i straszą pobiciem rekordowej temperatury (coś koło 40.2st w cieniu). Byle za 40-41 dni takiej pogody nie było ;)
Kurcze blade! To już końcówka maja :O A jeszcze 4 tygodnie temu byłam po wieczorze panieńskim. Raz mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a innym razem jakby to już wieki temu było. Ale wydaje mi się, że między ślubem a dniem dzisiejszym jest jakaś wielka czarna dziura, stąd takie mieszane uczucia. Stoję w miejscu i ciężko mi określić, czy to wszystko wolno czy szybko się porusza/mija. Generalnie czuję się mega nieswojo, co mi do końca nie pasuje. Nie wiem czy jest to np. uwarunkowane, że moje bieganie leży i płacze, czy może dlatego, że w niedalekiej przyszłości czekają mnie spore zmiany, do tego niesprecyzowane.. Ale trzeba się wziąć w garść ;)
BIEGANIE
A ja myślałam, że wracam z zaświatów.. A tu jeszcze gorzej niż tydzień temu. Jedynie 8km. Muszę poprosić o plan i zacznę od jutra przygotowania do maratonu , bo inaczej to będę musiała swój start przesunąć o 2 tygodnie (z Wrocławia na maraton w Warszawie), a tego bym nie chciała.
ĆWICZENIA
Nie wykonywałam. Wytłumaczenie później.
SŁODYCZE - Jedzenie?
Mamy od środywyciskarkę do owoców i prawie codziennie coś przygotowuję za jej pomocą :) Wróciłam do picia yerby. Wali mi ona petami czasami, ale ogólnie jest pyszna. Zakochałam się w gruszkowej :)
Ale najbardziej czekam na upały, wtedy na 100% na zimno, z lodem i cytryną będę ją pić ( z tym czekaniem to przesada jednak.. kto normalny czeka na upały?). A jeśli chodzi o słodycze, to jest raz lepiej raz gorzej. Wczoraj totalnie śmieciowy dzień był :P Ale dzisiaj jest niedziela i dobry dzień by wszystko zmienić ;)
CZYTANIE
Dosyć szybko skończyłam czytać Piaskowego Wilka. Opowiadania są króciutkie, więc za specjalnie starać się nie musiałam. Powróciłam do Terry'ego Pratchetta i Czarodzicielstwa . Jeszcze do niedawna nawet bym do ręki jego książek nie wzięła. Jak byłam w podstawówce i widziałam ich okładki w empiku, wtedy wydawały mi się dziwaczne i zawsze myślałam, że fabuła jest pewnie skomplikowana - na bank nie dla mnie. Na swoim koncie mam już przeczytane Pomniejsze bóstwa oraz Ruchome obrazki - polecam! Każda jest fajna na swój sposób :)
MGR
Tu się przez chwilę ruszyło. Aż do moich 5 stron dopisałam aż jedną :P Dzień się jeszcze nie skończył, więc może jeszcze dzisiaj coś się urodzi i dołączy do sześciu sióstr stron.
Problem jest taki (tu ciąg dalszy ĆWICZEŃ), że jeśli nie piszę pracy, to mogłabym "marnować" czas na coś pożytecznego. Ale w mojej głowie lepiej wygląda marnowanie czasu na głupoty niż na jakieś fajne rzeczy. Wtedy pretensje mogę mieć jedynie do siebie, a nie do innych rzeczy/ osób. Szczególnie jeśli te rzeczy są przyjemne, bądź dostarczają jakąś rozrywkę.
Nie ćwiczę,bo: zajmuje to trochę czasu, do tego rozciąganie, umyć się i znowu się ubrać, zjeść jakiś posiłek regeneracyjny.. - to wszystko sporo czasu zajmuje.
Nie czytam, bo: czytanie jest ciekawe i czasami zabawne (zależy co się czyta) a jak wciągnie, to sporo czasu zabiera (nawet noc potrafi ukraść)
Nie oglądam filmów, bo: nie wiem na który się zdecydować, długo trwają i dostarczają rozrywkę.
Nie oglądam seriali(szczególnie tych koreańskich) bo: te już w ogóle pochłaniają bez reszty ;)
Nie spaceruje podczas ładnej pogody,bo nie zasługuję na ładną pogodę..
Nie biegam, bo przecież muszę robić coś innego!
Co robię w tym czasie nie jest warte uwagi.. Ale żeby nie było, można na przykład:
* oglądać serial na przewijaniu, żeby po 2-3 godzinach się przekonać, że już te odcinki kiedyś widziałam..
* ucinać drzemkę za drzemką
* robić enty raz coś do jedzenia/ do picia; jeśli nie ma nic do jedzenie
* robić ładne fryzury, może się się z domu nie wychodzi i pokazuje tylko Ukochanemu
* pisać notkę na bloga
* przeglądać internet - why not?
To wszystko ma sens. A te wyrzuty sumienia? Nie wiem, jak kiedyś będę mogła bez nich żyć.
A tak na poważnie, przyszła mi na myśl reklama Snickersa. Tylko ja bym zamieniła "głodny" na "zestresowany", a Snickersa na "zacznę od jutra". Nie wiem, w którym miejscu to miało być poważne ;)
Pani Żonka po raz drugi pisze dla Was ;) Za wiele się nie zmieniło w tym tygodniu. Nadal jestem żoną i Ukochany nie chce (jeszcze) brać ze mną rozwodu, aczkolwiek po prostu ja nic o tym nie wiem ;) A propos rozwodów... BIEGANIE Trwa dalej mój rozwód z bieganiem. O ile w tym tygodniu pocisnęłam i aż dwa razy biegałam i to nie byle jak, bo było trochę techniki i nawet 400m razy 8. Ale tylko taka ślamazara jak ja może wyglebić się na równiusieńkim chodniku. Wysiadłam z autobusu, zaczęłam biec, aby dotrzeć na miejsce zbiórki mojej grupy. 200m dalej zaliczyłam Supermana na chodniku.. dwie sekundy szoku i analiza co mnie boli i jak bardzo... Oj bardzo bolało.. leżałam jak placek, więc musiało być ostro. Moja myśl: K**** na bank będzie dziura!" O dziwo dziury na kolanach, które najbardziej bolały, nie było. Mam dwie malusie dziurki na udzie, bo nim też pozamiatałam chodnik, oraz drobne przetarcia na kurtce. Dopiero na miejscu podwinęłam nogawki i zobaczyłam jak poważne są moje "wgniotki". Krew się nie lała strumieniami, ale ostro jednak przetarłam kolana. U mnie strupy w tych miejscach tygodniami się trzymają, a potem i tak mam przebarwienia w tych miejscach. Trening wykonałam chyba jedynie pod wpływem adrenaliny. Potem cały dzień połamana leżałam. Aktualnie boli mnie palec u stopy i zaczyna puchnąć - rzadko u mnie taki kontuzje. Zwykle bolą mnie mięśnie lub inne tego typu rzeczy, mechaniczne uszkodzenia to u mnie nowość, bo raczej uważam, żeby się nie przewrócić. Ale jakieś 25km w tym tygodniu zaliczyłam ;) ĆWICZENIA Wczoraj zauważyłam, że niedobór biegania i jedzenie tych wszystkich słodyczy wpłynęło na mój tyłek. Przybyło go w niektórych miejscach, nie jest już taki kwadratowy i kości aż tak nie wystają. Jest osoba, która się bardzo cieszy z tego faktu, ale mi zbytnio to nie odpowiada. Biorąc pod uwagę moją kontuzję, nie wiem czy będę mogła sobie na ludzie ćwiczyć, ale się okaże. Dobrze że nie mam jeszcze wagi, bo pewnie bym się kompletnie załamała. SŁODYCZE Jeszcze krówki zostały. Dawkujemy sobie je, aczkolwiek zauważyłam wzrost dawki, więc pewnie długo nie pociągną ;) CZYTANIE Chyba aż dwie strony przeczytałam, dobiłam do kolejnego rozdziału i czytnik odłożyłam ^^ Ale próba była ^^ MGR I FRAN Tu nic nie napiszę, bo wystarczająco blisko deprechy jestem, żeby dodatkowo się dobijać. Tak ogólnie to zaliczyliśmy kino w tym tygodniu = integrowanie się z "nową" rodziną ;) O filmie nie będę się rozpisywać, bo Pit przekazał dokładnie na swoim blogu jakie są moje odczucia odnośnie tego filmu. Kolejne kino w środę i coś czuję, że szykować muszę chusteczki :(
W tym tygodniu: 1. LENISTWO - dwa dni bez biegania i bez sali ^^ 2. Wyjazd do Wrocławia 3. Skończona książka
BIEGANIE
81km.. nie za mało i nie za dużo. Głównie miało być na spokojnie, żebym zdążyła zregenerować się przed półmaratonem, który miał się odbyć pierwszego dnia wiosny w Sobótce pod Wrocławiem. Stąd nasza wizyta w tym mieście. Na dzień przed miałam przetruchtać 5-6km, ale odpuściłam sobie po podróży pociągiem i po kilkugodzinnym spacerze po okolicy. Człowiek nie uczy się na błędach i zamiast siedzieć na tyłku w pokoju hotelowym i oszczędzać siły na następny dzień musi koniecznie zwiedzić okolicę i oczywiście na piechotę, bo lepszej opcji oczywiście nie ma. Czy kogoś dziwi, że po budziku nastawionym na 5:50, pojawiłam się o godzinie 20 w łóżku w piżamie? Nadal twierdzę, że sen to najlepsza regeneracja (przynajmniej w moim przypadku), więc 10 godziny to chyba odpowiednia ilość snu ;) Jeśli chodzi o sam start, pogoda idealna (no prawie, mogło być jakieś 2 stopnie mniej), słonecznie, trochę wiatru i najważniejsze - bez deszczu, który gdzieś tam wcześniej zapowiadali.
Trasa Półmaratonu Ślężańskiego wymagająca. Powiedziałabym, że można ją podzielić na dwie części. Pierwsza składająca się głównie z podbiegów, na której trzeba zacisnąć zęby (a raczej pośladki) i wytrzymać te 9km. Potem dosłownie i w przenośni jest już z górki. Nadrabia się wszystkie straty czasowe na dość stromych zbiegach i można w tym czasie unormować tętno i złapać oddech. Można tu zaliczyć najlepszy finisz na świecie, bo jakieś 200-300m zbiegu do samej mety, aczkolwiek nie wszyscy muszą mieć na niego siły. Ja raczej zawsze gdzieś tam na końcówce znajdę resztki energii na przyspieszenie i czasami wygląda to, jakbym wcześniej wcale tych 21km nie przebiegła.
Ze swojego wyniku jestem bardzo zadowolona. Chciałam zrobić życiówkę i pobiec na 1:40, chociaż moim cichym marzeniem było 1:35. Biegłam na czuja i na tyle, na ile muzyka mi pozwalała (bo to ona głównie daje mi powera). Na metę przybiegłam 407. Byłam 19 kobietą, która ją przekroczyła. Czas - 1:34:51. Tylko 9 sekund, a już taka zadowolona mogłabym nie być. Wystarczyłoby, że przy każdym wodopoju zatrzymałabym się na 3 sekundy i zostałabym z 1:35.. ale było inaczej :P
Sukcesem jest też 5. miejsce w kategorii wiekowej.
ĆWICZENIA
Jak już wspomniałam, sali nie było - została "zabroniona" i w to miejsce sobie pobiegałam. Tak naprawdę cały ten półmaraton to był jeden wielki trening tyłka. Rzadko miewam zakwasy, a już wczoraj wieczorem czułam, że będą mi towarzyszyć przez pewien czas ;)
SŁODYCZE
Chyba muszę zacząć notować wszystko, co jem, żebym mogła obiektywnie spojrzeć na ilość spożywanych słodyczy. Mega wiele ich nie było, ale za specjalnie mało też nie..
CZYTANIE
Murakami skończony. Trochę zawiedziona jestem końcówką. Jestem z tych osób, które lubią wiedzieć, jak wszystkie wątki się kończą i co się dzieje po rozwiązaniu wszystkiego.. a tu lipa. Teraz jak pomyślę, mimo że książkę czytałam z 2 tygodnie, teraz wydaje mi się jakoś dziwnie krótka.
Dzisiaj zaczęłam czytać Pratchetta Czarodzicielstwo. Wpadłam w pewien rytm czytania i mam nadzieję, że w nim pozostanę.
FRAN
Już prawie zbliżyłam się do zaglądnięcia do niego.
MGR
Jaki szok będzie, kiedy w końcu napiszę tu, że coś ruszyłam.
Na razie sporo załatwiania spraw związanych ze ślubem mam w tym tygodniu.. i bieganie, i praca, i uczelnia... ehh. Już niewiele zostało!