Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Króliś/Szkodnik, basen i Don't starve

Pan Szkodnik pozdrawia..
Grrrr miłość do mojego zwierza się właśnie zakończyła. Znosiłam sikanie na kanapę przed wiele lata. Tyle razy miałam ochotę go pochlastać. Ale nie mam zamiaru tolerować tego w nowym mieszkaniu.. zdarzyło się raz i więcej się nie powtórzy. Chociaż i tak sporo czasu wytrzymał, bo prawie równy rok, ale w sumie od 2 miesięcy urządza sobie spacery do drugiego pokoju. Nie, nie mam zamiaru go za to chwalić. Grrr. Chyba wie, że źle zrobił.. Ma czas żeby przemyśleć swoje zachowanie :P Swoją drogą nie sika nigdzie w domu, ale jak wlezie na łóżko to robi to natychmiastowo... jakby wiedział, że akurat to miejsce wkurwi mnie najbardziej.. Dość żalenia się, czas na podsumowanie.

BIEGANIE
86.5km w tym (a raczej poprzednim) tygodniu. Jeden trening pominięty (nie wiem why? chyba wybitnie mi nie leżał, mimo że to nic ciężkiego nie było). Tempo jakoś nie jest rewelacyjne, to znaczy ja z niego nie jestem zadowolona. To nie tak, że zawsze tak uważam. Są dni, kiedy faktycznie jestem zadowolona ze swojego treningu, szczególnie jak długo się do niego zbierałam (czyt. cały dzień lub psychicznie już dzień wcześniej go przeżywałam). Nie zmienia fakty, że jakieś drugie zakresy czy kilometrówki wychodzą średnio. Zastanawiam się, czy sama podświadomie się blokuję i czy powinnam mieć osobę, która mi tempo narzuca.

ĆWICZENIA
Milion kcal :P
Nie było :P Ale był basen. Długo to nie trwało, bo samego "pływania" w moim wykonaniu było zaledwie 35min/45min pobytu w wodzie. Marzę o dniu, kiedy się pokochamy w pływaniem. Na chwilę obecną to jedynie forma relaksu. Chodzą mi po głowie ćwiczenia po bieganiu, ale zwykle wracam w takim stanie opłakanym, że nie wiem czy za picie, jedzenie czy prysznic się zabrać najpierw.

SŁODYCZE
Zapomniałabym o tej kategorii. Chyba ogólnie tragedii nie ma, bo więcej owoców ostatnio jem. Mimo to zdarzają się wyżerki, bo teściowie rozpieszczają ;)

CZYTANIE
Skończyłam czytać książkę o kupie! Finally! Trochę czasu to zajęło, ale jestem bogatsza o sporo nowych informacji. Polecam posłuchać jak sama autorka wypowiada się o temacie. Urocza dziewczyna :) Teraz na tapecie 30 dni do zmian Edyty Zając. Co poradzę, zawsze lubiłam poradniki ;)

POZA TYM
No wciąga ;)
<rumieni się> Wciągnęłam się w Don't Starve i będę musiała niedługo leczyć się z uzależnienia. Teraz we śnie ciągle chodzę i zbieram rzeczy: "to się przyda/ potrzebuję jeszcze _ tego". A potem rano zmęczona jestem, skoro tyle się napracuję w nocy ;) W tym tygodniu zapowiadają upały i straszą pobiciem rekordowej temperatury (coś koło 40.2st w cieniu). Byle za 40-41 dni takiej pogody nie było ;)

niedziela, 28 czerwca 2015

Połóweczka

Dzisiaj minimalne pisanie, bo mnie boli tyłek od siedzenia :P

BIEGANIE
Lepiej niż ostatnio. Myślę, że wracam powoli do formy (jeszcze z dietą przydałoby się coś zrobić). W tym tygodniu pokonałam jakieś 86 km. Wczoraj odbył się półmaraton i bieg na 10 km w Unisławiu. Koleżanka miesiąc temu mnie namówiła na połówkę i nie żałuję. Na początku na luzie podeszłam do sprawy, pierwsze 5-6 km przegadałam sobie z jakimiś panami na trasie i 30 minut szybko zleciało. Natomiast końcówka to psychiczna tortura. Na ostatnim kilometrze był podbieg o 7% nachyleniu i 2 km przed nim to wyczekiwanie na skazanie. Tempo spada i głowa walczy, żeby przypadkiem do marszu nie przejść. Ostatecznie wyszło nie najgorzej, nawet na jakieś nagrody się załapałam (uwielbiam takie niespodzianki ;). Ale w losowaniu nagród rzeczowych tyle szczęścia nie miałam.
Następny start za miesiąc i póki co dalej ciągnę przygotowania do maratonu. 

ĆWICZENIA
Po poniedziałkowej tabacie u Marty moje wszystko błagało o wolne. We wtorek ciężko mi było złapać oddech w trakcie biegu, bo zakwasy na klatce piersiowej miałam. W środę czułam, że mój trening nie ma prawa wyjść i potrzebuję dnia przerwy. Nie lubię tego robić.. Mogę mieć godzinne problemy z wyjściem na bieganie, ale rezygnacja z biegania to już ciągnące się za mną wyrzuty sumienia.. Ale miało być o ćwiczeniach ;) W czwartek zrezygnowałam z fitnessu, bo jedna w sobotę bieg miał być i nie chciałam wbiegać na metę z zakwasami. A jutro niestety są ostatnie zajęcia w tym półroczu. Dacie wiarę, że szkoła nie pracuje w wakacje i nie wynajmuje sali? :P No nic, w to miejsce będę musiała jakieś zastępstwo wymyślić.

SŁODYCZE
Hmm.. przestałam na to zwracać uwagę. Ale jak ktoś stawia na stół fondu albo dostaje się wielki placek na wynos do domu, nie może się to po prostu zmarnować!

CZYTANIE
Chyba nic w tym tygodniu nie ruszyłam. Żałosne wręcz. Bardziej byłam zajęta i zafascynowana fabułą Wiedźmina 3 i nie w głowie mi było czytanie. Przy Wiedźminie doskonale się bawię, ale będę zadowolona, kiedy w końcu się skończy i będę mogła spokojnie wrócić do czytania. Ogólnie w tym tygodniu czy w sumie przez ostatnie 2 tygodnie pochłonęła mnie jeszcze jednak gra (i idzie mi w nią coraz lepiej ;) Rogue Legacy

FRAN
Zaczęłam naukę na Duolingo :D I zaczynam wszystko od podstaw, bo się okazało, że mega podstawowe błędy robię, więc muszę sobie co nie co odświeżyć ;)

niedziela, 21 czerwca 2015

Chory króliś, zakwasy i biblioteka

Ognisko było udane. Doszliśmy do wniosku, że częściej się powinniśmy spotykać na takich imprezach, aczkolwiek wtedy by się nam pewno znudziło i już nie byłoby tak fajnie. Kolejne takie spotkanie zaplanowane jest na 12 września, o ile się nie mylę, i mnie ominie :( Dzień po moich urodzinach i dzień przed maratonem - no raczej się nie rozdwoję..
A ogólnie cały tydzień kręcił się wokół naszego królisia, który zamiast szybkiego manicure u weterynarza zaliczył zabieg usunięcia ropnia :( Paskudna sprawa. Przemywanie rany, podawanie leków. Ktoś by pomyślał, że ćpunami jesteśmy, tyle strzykawek u nas znajdziecie (na szczęście bez igieł, bo wszystko doustnie, czy raczej dopyszczkowo podawane jest).

BIEGANIE
54km w tym tygodniu. Byłoby o 14 więcej, ale mam tak zmęczone uda, że szkoda gadać. Przynajmniej zacznę aktywnie kolejny tydzień. Pogoda zadziwiająco łaskawa była w tym tygodniu, bo deszczu za wiele nie było i temperatura optymalna do biegania. Chociaż raz cała mokra wróciłam do domu, bo na ostatnich 300m przed blokiem mnie deszczyk dopadł, ale kogo to wtedy obchodzi, kiedy to bardziej ulga niż dyskomfort.

ĆWICZENIA
Ładnie dwa razy pomaszerowałam na fitness. Zabrałam nawet koleżankę ze sobą, żeby dotrzymała mi towarzystwa w poceniu ;) Poniedziałkowe zajęcia to tabata była, czwartkowe uda z obciążeniem (aczkolwiek ja do tego również ramiona czułam). Zapracowałam sobie na zakwasy i liczę na kolejne.

SŁODYCZE
Lipa ^^ Ale żelki takie smaczne są :D Cukier <3 Przymierzam się do zakupu ksylitolu, biorąc pod uwagę, że cukru za wiele nie używamy a zostały nam może ze dwie łyżki białego. Myślę, że w niedługo w jakiś wypieki będę mogła się pobawić.

CZYTANIE
Za wiele nie czytałam. Głównie dlatego, że autobusem zbytnio nie jeżdżę, a ze 4 razy w tygodniu odbywałam takie 20-30-minutowe podróże, podczas których czytałam. W domu zwykle po jednym akapicie robię się senna. A tak na prawdę wole oglądać, jak Ukochany gra w Wiedźmina, bo to strasznie ciekawe jest ^^Chcę zakończyć przygodę z układem trawiennym i w końcu ukończyć jakąś książkę, bo mam tyły. Prawie dwa tygodnie temu zapisałam się do biblioteki miejskiej (6 lat się mieszka w tym mieście, a dopiero teraz postanowiłam to uczynić). Zrobiłam, bo kusiła mnie książka, na podstawie której nakręcono Outlandera i w tym tygodniu ją wypożyczyłam. Ta cegła ma ponad 700 stron! Muszę się streszczać, jeśli mam się wyrobić w miesiąc ( teraz już w jakieś 3-4 tygodnie) z przeczytaniem jej ;)

Myślę, że w tym tygodniu się zabiorę za fran i magisterkę. Czas najwyższy! 

niedziela, 7 czerwca 2015

Seriale

Ten tydzień był bardzo dziwny. Nie do końca wiem, kiedy się zaczął, a kiedy kończy. Na uczelni jakieś roszady - nagle środa staje się piątkiem, potem czwartek święto. Nie wiem, czy weekend minął, czy może ciągle trwa.. Dobrze, że dni tygodnia jeszcze mi się nie mylą.

BIEGANIE
Lipa. Taka lipa, że nawet nie chce mi się zgrywać treningów z zegarka, bo tak niewiele ich jest. Kolejny tydzień biegałam 2 razy tylko.. Trzeba się wziąć w garść. Czasu za wiele nie zostało.

ĆWICZENIA
Ha odbyły się raz ^^ Chodakowska po 30 minutach była ze mną dumna. Ja z resztą też. Nie jest fajnie ćwiczyć, kiedy ma się w domu 25-26 stopni. Jutro ćwiczeń ciąg dalszy ;)

SŁODYCZE
Tu gorzej szczególnie, jeśli ktoś sam zapełnia nam lodówkę słodkościami (tak, lodówkę - ciasta z kremami w szafce nie przetrwają)... no zmarnować się nie może.. A później to większość owoce, ale miałam wrażenie, że w takich ilościach że aż niezdrowo.

CZYTANIE
W minionym tygodniu porzuciłam czytanie na rzecz oglądania serialu. Nie ma tego złego co by na dobre nie było.
Tydzień temu to był Poldark, w tym tygodniu Outlander. Niby oba to UK, ale akcja tego pierwszego toczy się w Kornwalii, tego drugiego w Szkocji. Dwa różne od siebie seriale, ale oba się bardzo dobrze oglądało. Outlander był, jak dla mnie, bardziej wciągający. Nic dziwnego, ponieważ posiada 16 odcinków, a to dwa razy więcej niż Poldark, każdy kończący się na "NO A CO BĘDZIE DALEJ!"
Do obejrzenia zachęciło mnie porównanie obu seriali na pulpozaur.pl.
Wracając do czytania, mam w planie zaopatrzyć się w kartę biblioteczną i wypożyczyć Obcą. Swoją drogą, mieszkam prawie 6 lat w Bydgoszczy a nie wyrobiłam sobie karty do biblioteki miejskiej oO Shame on me!

MGR
Stoi w miejscu..

niedziela, 24 maja 2015

Czego nie robię, kiedy muszę pisać magisterkę?

Kurcze blade! To już końcówka maja :O A jeszcze 4 tygodnie temu byłam po wieczorze panieńskim. Raz mam wrażenie, jakby to było wczoraj, a innym razem jakby to już wieki temu było. Ale wydaje mi się, że między ślubem a dniem dzisiejszym jest jakaś wielka czarna dziura, stąd takie mieszane uczucia. Stoję w miejscu i ciężko mi określić, czy to wszystko wolno czy szybko się porusza/mija. Generalnie czuję się mega nieswojo, co mi do końca nie pasuje. Nie wiem czy jest to np. uwarunkowane, że moje bieganie leży i płacze, czy może dlatego, że w niedalekiej przyszłości czekają mnie spore zmiany, do tego niesprecyzowane.. Ale trzeba się wziąć w garść ;)

BIEGANIE
A ja myślałam, że wracam z zaświatów.. A tu jeszcze gorzej niż tydzień temu. Jedynie 8km. Muszę poprosić o plan i zacznę od jutra przygotowania do maratonu , bo inaczej to będę musiała swój start przesunąć o 2 tygodnie (z Wrocławia na maraton w Warszawie), a tego bym nie chciała. 

ĆWICZENIA
Nie wykonywałam. Wytłumaczenie później.

SŁODYCZE - Jedzenie?
Mamy od środy wyciskarkę do owoców i prawie codziennie coś przygotowuję za jej pomocą :) Wróciłam do picia yerby. Wali mi ona petami czasami, ale ogólnie jest pyszna. Zakochałam się w gruszkowej :)
Ale najbardziej czekam na upały, wtedy na 100% na zimno, z lodem i cytryną będę ją pić ( z tym czekaniem to przesada jednak.. kto normalny czeka na upały?). A jeśli chodzi o słodycze, to jest raz lepiej raz gorzej. Wczoraj totalnie śmieciowy dzień był :P Ale dzisiaj jest niedziela i dobry dzień by wszystko zmienić ;)

CZYTANIE
Dosyć szybko skończyłam czytać Piaskowego Wilka. Opowiadania są króciutkie, więc za specjalnie starać się nie musiałam. Powróciłam do Terry'ego Pratchetta i Czarodzicielstwa . Jeszcze do niedawna nawet bym do ręki jego książek nie wzięła. Jak byłam w podstawówce i widziałam ich okładki w empiku, wtedy wydawały mi się dziwaczne i zawsze myślałam, że fabuła jest pewnie skomplikowana - na bank nie dla mnie. Na swoim koncie mam już przeczytane Pomniejsze bóstwa  oraz Ruchome obrazki - polecam! Każda jest fajna na swój sposób :)

MGR
Tu się przez chwilę ruszyło. Aż do moich 5 stron dopisałam aż jedną :P Dzień się jeszcze nie skończył, więc może jeszcze dzisiaj coś się urodzi i dołączy do sześciu sióstr stron.

Problem jest taki (tu ciąg dalszy ĆWICZEŃ), że jeśli nie piszę pracy, to mogłabym "marnować" czas na coś pożytecznego. Ale w mojej głowie lepiej wygląda marnowanie czasu na głupoty niż na jakieś fajne rzeczy. Wtedy pretensje mogę mieć jedynie do siebie, a nie do innych rzeczy/ osób. Szczególnie jeśli te rzeczy są przyjemne, bądź dostarczają jakąś rozrywkę. 

Nie ćwiczę, bo: zajmuje to trochę czasu, do tego rozciąganie, umyć się i znowu się ubrać, zjeść jakiś posiłek regeneracyjny.. - to wszystko sporo czasu zajmuje.
Nie czytam, bo: czytanie jest ciekawe i czasami zabawne (zależy co się czyta) a jak wciągnie, to sporo czasu zabiera (nawet noc potrafi ukraść)
Nie oglądam filmów, bo: nie wiem na który się zdecydować, długo trwają i dostarczają rozrywkę.
Nie oglądam seriali (szczególnie tych koreańskich) bo: te już w ogóle pochłaniają bez reszty ;)
Nie spaceruje podczas ładnej pogody, bo nie zasługuję na ładną pogodę..
Nie biegam, bo przecież muszę robić coś innego!

Co robię w tym czasie nie jest warte uwagi.. Ale żeby nie było, można na przykład:
* oglądać serial na przewijaniu, żeby po 2-3 godzinach się przekonać, że już te odcinki kiedyś widziałam..
* ucinać drzemkę za drzemką
* robić enty raz coś do jedzenia/ do picia; jeśli nie ma nic do jedzenie
* można pójść do sklepu po coś do jedzenia
* standardowo posprzątać całą chatę (odkurzać, zmywać, wycierać kurze, wyrzucić śmieci)
* robić ładne fryzury, może się się z domu nie wychodzi i pokazuje tylko Ukochanemu
* pisać notkę na bloga
* przeglądać internet - why not? 

To wszystko ma sens. A te wyrzuty sumienia? Nie wiem, jak kiedyś będę mogła bez nich żyć. 
A tak na poważnie, przyszła mi na myśl reklama Snickersa. Tylko ja bym zamieniła "głodny" na "zestresowany", a Snickersa na "zacznę od jutra". Nie wiem, w którym miejscu to miało być poważne ;)

Proszę nie brać ze mnie przykładu. 

Miłego tygodnia ;)

niedziela, 17 maja 2015

24. tydzień

Dzisiaj trochę wcześniej, żeby nie robić tego na ostatnią chwilę (jak zwykle). Zamysł był, żeby już wczoraj napisać notkę, ale nie wyszło ;)


BIEGANIE

Powoli wracam do większej ilości treningów ("do formy" to by było spore nieporozumienie). Przez ostatni miesiąc przebiegłam tyle, co w tygodniu maratonu :P Więc baaaardzo powoli. Większość tych treningów była w tempie rekreacyjnym i czysto towarzyskim, bez spiny i jakichkolwiek przyspieszeń. 43 km w tym tygodniu.
Zapisałam się na Kamienną Piątkę, która jest 14 czerwca w Bydgoszczy. Nie lubię szybko biegać i ludzie wielce zdziwieni są, kiedy to mówię, ale nigdy mi nie leżał ten dystans. Niby dwadzieścia parę minut i spokój (a nie jak w przypadku półmaratonu ponad 1,5 h), ale to taki wielki wysiłek.. trzeba cisnąć od samego początku, ale też nie na maksa, żeby mieć siły na resztę kilometrów. Za dużo rozkminiania jak na 20min :P



ĆWICZENIA

Zbyt leniwa, żeby palcem kiwnąć :P
Ale teraz będę musiała się przyłożyć. Na moje kolanowe problemu zostały mi zalecone ćwiczenia na nogi :( Nie jestem tym faktem zachwycona, ale mam nadzieję, że to pomoże. Z bolącym kolanem nie będę mogła biegać. 
A tu ćwiczenia, które będę wykonywać:
* Mel B

* Gacka - bo seksowne uda są potrzebne na lato ;)
* PowerWorkout



SŁODYCZE

Chyba dążę do momentu, kiedy nie będę miała już nic słodkiego na chacie, żeby móc w reszcie przestać je jeść. Dlatego też wczoraj zabrałam się za 500g królika z czekolady. Dzisiaj już połowy nie ma :P Taka moja logika, jeśli o to chodzi :P



CZYTANIE

Sukces w końcu! Mamy połowę maja, a to jest trzecia książka w tym roku, którą skończyłam czytać (ŻAL). Girl Online - Zoe Sugg wydała tą książkę w listopadzie 2014 i przebiła Harry'ego Pottera, Dana Browna czy 50 twarzy wiadomo kogo w liczbie sprzedanych egzemplarzy w pierwszym tygodniu sprzedaży. Miałam nadzieję, że jest coś więcej w tej książce poza marketingiem i odcinaniu kuponów od Zoelli.. Problemy, które są poruszane w tej książce jak dla mnie są jedynie liźnięte i przez nie poświęcono im wystarczająco wiele stron uwagi. Może się zdawać, że książka się ciągnie i ciągnie i dopiero po 2/3 się coś zaczyna dziać, ale i tak te wszystkie komplikacje w prosty sposób zostały rozwiązane. Czytając komentarze na goodreads.com można znaleźć masę innych niedociągnięć np. "1. This "blog" by an anonymous rando goes from zero to 10,715 followers in less than a year. The problem? She writes about NOTHING - just her day-to-day bullshit life."  - wiem coś o tym, bo piszę o NICZYM i czytają mnie tylko dwie osoby ;) Nie żebym narzekała. Książki nie odłożyłam w połowie, dokończyłam ją (jak zwykle na końcówce pocisk). Jestem za stara chyba na takie książki. Jakbym była o 11-12 lat młodsza to pewnie by mi się spodobała (plus - nie trzeba czekać do ostatnich 15 stron książki, aż główna bohaterka pocałuje chłopaka, który jej się podoba ;). Jest jeszcze jeden plus tej książki, taki sam jak z 50 maskami pana G. Jeśli jakaś osoba, która przez ostatnie lata nie przeczytała żadnej książki, sięgnie po tą pozycję i ją przeczyta (chociażby z powodu, że jest wiernym widzem Zoelli na YT) jestem na TAK ;)



Aktualnie czytam Piaskowego Wilka i  ćwiczenia z myślenia, bo uwielbiam książki dla dzieci i się tego nie wstydzę :P


OBEJRZANE 

Sekrety morza. - oglądania bajek też się nie wstydzę :P

niedziela, 10 maja 2015

23. tydzień

Pani Żonka po raz drugi pisze dla Was ;)

Za wiele się nie zmieniło w tym tygodniu. Nadal jestem żoną i Ukochany nie chce (jeszcze) brać ze mną rozwodu, aczkolwiek po prostu ja nic o tym nie wiem ;) A propos rozwodów...

BIEGANIE
Trwa dalej mój rozwód z bieganiem. O ile w tym tygodniu pocisnęłam i aż dwa razy biegałam i to nie byle jak, bo było trochę techniki i nawet 400m razy 8. Ale tylko taka ślamazara jak ja może wyglebić się na równiusieńkim chodniku. Wysiadłam z autobusu, zaczęłam biec, aby dotrzeć na miejsce zbiórki mojej grupy. 200m dalej zaliczyłam Supermana na chodniku.. dwie sekundy szoku i analiza co mnie boli i jak bardzo... Oj bardzo bolało.. leżałam jak placek, więc musiało być ostro. Moja myśl: K**** na bank będzie dziura!" O dziwo dziury na kolanach, które najbardziej bolały, nie było. Mam dwie malusie dziurki na udzie, bo nim też pozamiatałam chodnik, oraz drobne przetarcia na kurtce. Dopiero na miejscu podwinęłam nogawki i zobaczyłam jak poważne są moje "wgniotki". Krew się nie lała strumieniami, ale ostro jednak przetarłam kolana. U mnie strupy w tych miejscach tygodniami się trzymają, a potem i tak mam przebarwienia w tych miejscach. Trening wykonałam chyba jedynie pod wpływem adrenaliny. Potem cały dzień połamana leżałam. Aktualnie boli mnie palec u stopy i zaczyna puchnąć - rzadko u mnie taki kontuzje. Zwykle bolą mnie mięśnie lub inne tego typu rzeczy, mechaniczne uszkodzenia to u mnie nowość, bo raczej uważam, żeby się nie przewrócić. Ale jakieś 25km w tym tygodniu zaliczyłam ;)

ĆWICZENIA
Wczoraj zauważyłam, że niedobór biegania i jedzenie tych wszystkich słodyczy wpłynęło na mój tyłek. Przybyło go w niektórych miejscach, nie jest już taki kwadratowy i kości aż tak nie wystają. Jest osoba, która się bardzo cieszy z tego faktu, ale mi zbytnio to nie odpowiada. Biorąc pod uwagę moją kontuzję, nie wiem czy będę mogła sobie na ludzie ćwiczyć, ale się okaże. Dobrze że nie mam jeszcze wagi, bo pewnie bym się kompletnie załamała.

SŁODYCZE
Jeszcze krówki zostały. Dawkujemy sobie je, aczkolwiek zauważyłam wzrost dawki, więc pewnie długo nie pociągną ;) 

CZYTANIE
Chyba aż dwie strony przeczytałam, dobiłam do kolejnego rozdziału i czytnik odłożyłam ^^ Ale próba była ^^

MGR I FRAN
Tu nic nie napiszę, bo wystarczająco blisko deprechy jestem, żeby dodatkowo się dobijać.

Tak ogólnie to zaliczyliśmy kino w tym tygodniu = integrowanie się z "nową" rodziną ;) O filmie nie będę się rozpisywać, bo Pit przekazał dokładnie na swoim blogu jakie są moje odczucia odnośnie tego filmu. Kolejne kino w środę i coś czuję, że szykować muszę chusteczki :(

niedziela, 19 kwietnia 2015

20. tydzień

Tak na szybkiego, bo w zasadzie cały ten tydzień taki był i aż dziw, że już się kończy, a my zdążyliśmy całą Polskę przejechać w tym czasie. 

BIEGANIE
Maraton był sprawcą całego zamieszania (między innymi). Mieszane uczucia co do niego miałam. Brakowało mi ekscytacji, którą odczuwałam przy okazji pierwszego maratonu w Poznaniu w ubiegłym październiku. Jeszcze rano jak jechaliśmy na Stary Rynek, gdzie mieścił się start, mówiłam że mi się nie chce biec. Nie dlatego że to długi dystans i ponad 3 godziny miałam się wysilać, żeby swój cel (poniżej 3:30) osiągnąć. Ale nagle to wszystko jakieś obojętne mi się zrobiło.. 

Smoczy medal dla Smoczycy ;)
Pogoda jakaś nie ta, mimo że wiedziałam, że na nią akurat nie mogę narzekać, bo zawsze mogło być gorzej (taka właśnie była dzień przed - deszcz, grad, słońce (co 15 minut się to wszystko wymieniało). Na samym starcie też bez większego stresu i ekscytacji ustawiłam się za balonikami na 3:15 - nie znaczy to jednak, że chciałam grzać za nimi, po prostu to miejsce wydawało mi się odpowiednie. Ruszyliśmy i tak do połowy mi się dosyć dobrze biegło (21 km - 1:47:27), a potem to czasami biodro zabolało, to dawno odzywające się lewe kolano postanowiło dać o sobie znać. Jednak najgorzej zaczęło się dorobić koło 33 km. Ogólnie chciałam po 30 km przyspieszyć trochę i może to doprowadziło do tego, że moje nogi nagle zaczęły robić się jakieś ciasne - tak jak słomką chce się wyssać sok z kartonika łącznie z powietrzem, które się w nim znajduje tak, że kartonik imploduje. Kombo zaliczyłam w momencie, kiedy na 37 km zdecydowałam się ciut wcześniej wziąć żel i na 37,5 km przy punkcie odżywczym pocić go 2-3 łykami wody (i już do mety nic nie pić) + podbieg zaraz po piciu w połączeniu z nogami umarlaka = jakiś kosmos. Szczerze (przykro mi to mówić), podbudowało mnie nieszczęście kumpla na trasie. Ów kumpel wyprzedzał mnie od samego początku o dobre pół kilometra jak nie więcej. Widziałam go jedynie na zawrotach. A jego plecy narysowały się przede mną na 38 km. "To Marek też ma kryzys... uff nie tylko ja w tym siedzę". Zamieniłam z nim kilka zdań i okazało się, że już ciut lepiej się czuję i postanowiłam dogonić jakąś rudą laskę, która sporo kilometrów wcześniej mnie odważyła się ;) wyprzedzić. Siły nic a nic więcej nie przybyło. Dobił mnie jeszcze jeden podbieg. Odrzuciłam wszelkie nadzieje na przyspieszenie i zdecydowałam się po prostu utrzymać aktualne tempo. Na metę dobiegłam w 3:21:40 (o prawie 17 min lepiej od mojego październikowego wyniku). Tym razem obyło się bez sprintu, ale przynajmniej z uczuciem, że zapracowałam na ten wynik, a nie że spadł mi z nieba (bo takie wrażenie właśnie miałam w październiku). Zadowolona jednak bardzo jestem z miejsc, które zajęłam - 7 w K20 i 20 w OPEN Kobiet :)

 Nieoceniony był doping Ukochanego, którego mijałam 4 razy i zawsze z daleka już go wypatrywałam i szybko wyłapywałam. Ludzie zapewne za wariatkę mnie brali, kiedy słałam masę buziaków w jego kierunku :P Ale to jest bardzo motywujące, kiedy się wie, że na trasie jest osoba, która będzie czekać na Ciebie - dla mnie to jest taki checkpoint (im takich więcej tym lepiej, szybciej czas mija). Oczywiście mogą to być również znajomi (ja np. przy nawrotach wypatrywałam kumpla i nie wiadomo kiedy znajdowałam się kilometr dalej), aczkolwiek im bliższa osoba tym lepiej. Często praktyką wśród biegaczy jest przebiegnięcie ostatnich metrów i mety z dziećmi. W chwilach zwątpienia na trasie przypominają sobie, że jednak komuś na końcu coś tam obiecali, a nie można dziecka zawieść ;)

ĆWICZENIA
Z niczym nie kombinowałam, jedynie ostatnie treningi przed maratonem.

SŁODYCZE
Tych było mniej na początku tygodnia zważywszy na fakt, że w poniedziałek rozpoczęłam dietę białkową i nie spożywałam węglowodanów (a przynajmniej starałam się je ograniczyć do minimum). Chciałam obejść system i żeby trochę się rozweselić kupiłam gumy do żucia Orbit dla dzieci (pssst one są bez cukru ;)

CZYTANIE
Wygrałam książkę "Sztuka szybkiego biegania" (tak monotematycznie u mnie) w rywalizacji na Endomondo i została wręczona mi dzisiaj przy okazji wręczania nagród dla najszybszych biegaczy Cracova Maraton. W drodze powrotnej przeczytałam kilka stron do momentu, kiedy brak słońca mi uniemożliwił czytanie :P 

FRAN I MGR
 Bez zmian.

A teraz, mam nadzieję, posta do ślubu, który mnie czeka za 12dni ;)
  

niedziela, 12 kwietnia 2015

19. tydzień

Hahaha właśnie sobie zdałam sprawę, że jest niedziela :P Lepiej późno niż wcale. Ten tydzień taki nijaki po tych świętach pod wieloma względami. Wiele przygotowań, a w zasadzie nic nie idzie zgodnie z planem.

BIEGANIE
Powiedziałabym, że kontuzja mnie dopadła. Ale jednak nie. Natomiast uważam, że każdy ból i dolegliwość należy zwalczać w zarodku, dlatego też przystopowałam odrobinę z treningami (żegnaj moja wygrana rywalizacjo na Endomondo ;( ;) i oddałam się w ręce odpowiedniej osoby w tym przypadku - fizjoterapeuty Marty. Bolało prawe biodro. Na szczęście nie było to nic bardzo poważnego, żadne stawy itp. jedynie przeciążenie mięśni najprawdopodobniej. Trochę mocniejszego rozciągania i ból cudem przeszedł. Najbardziej w takich przypadkach boję się dwóch rzeczy:
a) zdiagnozują coś ciężkiego i trudnego do wyleczenia, ocierającego się o "Pani musi przestać biegać na kilka tygodni"
b) to może być to... albo to.... (czyt. cholera nie mam pojęcia co Ci dolega - najbezpieczniej będzie przestać biegać)
Nic takiego mnie jednak nie spotkało, ale psycha moja zaczęła panikować, że więcej na taki ból sobie pozwolić nie mogę przed maratonem. Jak głoszą mądrzejsi ode mnie: lepiej być niedotrenowanym niż przetrenowanym.

ĆWICZENIA
Niczego nowego na razie się nie chwytałam i nie mam zamiaru chwytać, żeby przypadkiem zakwasów się nie nabawić.

SŁODYCZE
Od piątku mega porażka, zważywszy że siedzę w Słupsku to nic dziwnego. Aczkolwiek na pewno przed najbliższe 3 dni nie mam zamiaru ani grama cukru włożyć do ust ze względu na dietę białkową. I będę się modlić, żeby czas mi szybko upłynął, bo bez węglowodanów chodzę jak telefon na oszczędzaniu baterii - przygaszona.

CZYTANIE
Nada. A książkę w plecaku noszę jako dodatkowe obciążenie :P

FRAN/MGR
Myślę, że tak jak z czytaniem, tylko te dwie rzeczy obciążają moją głowę. Dlatego czasami zwiechę zaliczam.

A tak poza tym, większość rzeczy, które zamówiłam w święta, nie doszła na czas. W taki sposób nie miałam butów do przymiarki sukni ślubnej i butów do biegania, które wymagają rozchodzenia przed maratonem. 
Z przyjemniejszych rzeczy zaliczyłam próbny makijaż, masaż twarzy i zwrot podatku ;) Żyć nie umierać.

sobota, 4 kwietnia 2015

18 tydzień

Tydzień temu zaliczyłam małą wpadkę czasową i posta nie było. Nieświadomie sobie zrobiłam bałagan na Endomondo i czułam, że należy natychmiast zrobić w tym porządek, żeby ktoś się nie dowalił do moich statystyk ;P I oczywiście musiało to nastąpić po 23 w niedzielę.. Są rzeczy ważne i ważniejsze ;)

BIEGANIE
Entuzjazm po półmaratonie już opadł. Do maratonu zostały 2 tygodnie i znając życie miną one nie wiadomo kiedy. Jeszcze nie zaczęłam się stresować tak na poważnie, jak to miało miejsce przed pierwszym maratonem (też na 2 tygodnie przed). Aczkolwiek chyba mam kryzys, który nie wiem na czym dokładnie polega. Widzę, że powoli mam wszystkiego dosyć. Może to przez to, że przygotowania do ślubu i maraton się zazębiają. Albo to nie maratonem się stresuję tylko ślubem, który na chwilę obecną nie wiadomo czy będzie miał miejsce.. Studia do tego są gdzieś tłem, bo co chwilę coś odwołują.. Jeśli chodzi o samo bieganie, to kilometraż powoli się zmniejsza, ale jeszcze tego nie odczułam. Za to w tym tygodniu "wielkie"lenistwo - przypadł mi jeden dzień wolnego (jutro) oraz była wielka samowolka i zrobiłam sobie dodatkowe dwa dni bez biegania. Kwietniowa pogoda sporo namieszała w tym przypadku - a tak na prawdę to było modlenie się, żeby za oknem padał deszcz, bo bardzo mi się nie chciało wychodzić z domu :P

ĆWICZENIA
W poniedziałek wróciłam do Bydgoszczy i od razu odwiedziłam koleżankę. Słońce na przemian z ulewą - nie zachęcało to do biegania (dzień wcześniej zaliczyłam 20km w deszczu, o czym nie dałam rady opowiedzieć tydzień temu) i zmoknąć kolejny raz nie zamierzałam. Poszłam z Marta na fitness, bo przecież na sali gimnastycznej rzadko pada ;) I to był jeden raz w tym tygodniu. Tydzień wcześniej odwołali mi ostatni trening obwodowy i też poszłam na fitness.

SŁODYCZE
Czy było ich mniej, nie sądzę. W Wielki Piątek nie ruszyłam żadnych ciastek - post to post. Zaczęłam sama piec ciastka owsiane, ale chyba muszę zmniejszyć ilość cukru w nich :P

CZYTANIE
Tu pauza nastąpiła. Jestem chyba zbyt wyczerpana umysłowo, żebym mogła się skupić na czymś dłużej niż 5min. Więc nie, nie pozostałam w moim rytmie czytania.. Trudno mi powiedzieć, czy w niego wpadnę przez najbliższe 4 tygodnie.. Logistyka do kwadratu =/

FRAN/MGR
Nawet nie chce mi się myśleć co tu napisać..

Dobrze, że ślub teoretycznie raz powinno się brać. Nie wiem, kto świadomie chciałby przechodzić przez te wszystkie przygotowania jeszcze raz. I narzeka na to osoba, która ma tylko niewielki ułamek spraw z tym związanych na głowie.

Wesołych Świąt!

niedziela, 22 marca 2015

16. tydzień

W tym tygodniu:
1. LENISTWO - dwa dni bez biegania i bez sali ^^
2. Wyjazd do Wrocławia
3. Skończona książka


BIEGANIE
81km.. nie za mało i nie za dużo. Głównie miało być na spokojnie, żebym zdążyła zregenerować się przed półmaratonem, który miał się odbyć pierwszego dnia wiosny w Sobótce pod Wrocławiem. Stąd nasza wizyta w tym mieście. Na dzień przed miałam przetruchtać 5-6km, ale odpuściłam sobie po podróży pociągiem i po kilkugodzinnym spacerze po okolicy. Człowiek nie uczy się na błędach i zamiast siedzieć na tyłku w pokoju hotelowym i oszczędzać siły na następny dzień musi koniecznie zwiedzić okolicę i oczywiście na piechotę, bo lepszej opcji oczywiście nie ma. Czy kogoś dziwi, że po budziku nastawionym na 5:50, pojawiłam się o godzinie 20 w łóżku w piżamie? Nadal twierdzę, że sen to najlepsza regeneracja (przynajmniej w moim przypadku), więc 10 godziny to chyba odpowiednia ilość snu ;) Jeśli chodzi o sam start, pogoda idealna (no prawie, mogło być jakieś 2 stopnie mniej), słonecznie, trochę wiatru i najważniejsze - bez deszczu, który gdzieś tam wcześniej zapowiadali. 

Trasa Półmaratonu Ślężańskiego wymagająca. Powiedziałabym, że można ją podzielić na dwie części. Pierwsza składająca się głównie z podbiegów, na której trzeba zacisnąć zęby (a raczej pośladki) i wytrzymać te 9km. Potem dosłownie i w przenośni jest już z górki. Nadrabia się wszystkie straty czasowe na dość stromych zbiegach i można w tym czasie unormować tętno i złapać oddech. Można tu zaliczyć najlepszy finisz na świecie, bo jakieś 200-300m zbiegu do samej mety, aczkolwiek nie wszyscy muszą mieć na niego siły. Ja raczej zawsze gdzieś tam na końcówce znajdę resztki energii na przyspieszenie i czasami wygląda to, jakbym wcześniej wcale tych 21km nie przebiegła. 

Ze swojego wyniku jestem bardzo zadowolona. Chciałam zrobić życiówkę i pobiec na 1:40, chociaż moim cichym marzeniem było 1:35. Biegłam na czuja i na tyle, na ile muzyka mi pozwalała (bo to ona głównie daje mi powera). Na metę przybiegłam 407. Byłam 19 kobietą, która ją przekroczyła. Czas - 1:34:51. Tylko 9 sekund, a już taka zadowolona mogłabym nie być. Wystarczyłoby, że przy każdym wodopoju zatrzymałabym się na 3 sekundy i zostałabym z 1:35.. ale było inaczej :P
Sukcesem jest też 5. miejsce w kategorii wiekowej. 

ĆWICZENIA
Jak już wspomniałam, sali nie było - została "zabroniona" i w to miejsce sobie pobiegałam. Tak naprawdę cały ten półmaraton to był jeden wielki trening tyłka. Rzadko miewam zakwasy, a już wczoraj wieczorem czułam, że będą mi towarzyszyć przez pewien czas ;)

SŁODYCZE
Chyba muszę zacząć notować wszystko, co jem, żebym mogła obiektywnie spojrzeć na ilość spożywanych słodyczy. Mega wiele ich nie było, ale za specjalnie mało też nie.. 

CZYTANIE
Murakami skończony. Trochę zawiedziona jestem końcówką. Jestem z tych osób, które lubią wiedzieć, jak wszystkie wątki się kończą i co się dzieje po rozwiązaniu wszystkiego.. a tu lipa. Teraz jak pomyślę, mimo że książkę czytałam z 2 tygodnie, teraz wydaje mi się jakoś dziwnie krótka. 
Dzisiaj zaczęłam czytać Pratchetta Czarodzicielstwo. Wpadłam w pewien rytm czytania i mam nadzieję, że w nim pozostanę.

FRAN
Już prawie zbliżyłam się do zaglądnięcia do niego.

MGR
Jaki szok będzie, kiedy w końcu napiszę tu, że coś ruszyłam.

Na razie sporo załatwiania spraw związanych ze ślubem mam w tym tygodniu.. i bieganie, i praca, i uczelnia... ehh. Już niewiele zostało!

niedziela, 15 marca 2015

15. tydzień

Wszystko zlewa mi się w jedno, a czas tak szybko pędzi. Jak się zastanowię, to wychodzi na to, że każdy weekend aż do ślubu mam już zaplanowany. Nie wiem, jak mam cokolwiek pomiędzy te weekendy wcisnąć w swój plan. Tu bieganie, jakieś zobowiązania zawodowe, jedzenie, spanie... uczelnia... i wszystko od poniedziałku do niedzieli i powtórka z rozrywki. Chyba muszę zacząć zapisywać jakieś konkretne wydarzenia, bo nie wiem czy to moja tarczyca (i problemy z pamięcią), czy mój tydzień jest tak nudny i za każdym razem tak samo wygląda.. Ale do rzeczy!

BIEGANIE
Jak przystało na długie wybieganie niedzielne w Słupsku, znowu zostało przesunięte na poniedziałek. Nie chce mi się bardzo po pracy biegać. A tak niewiele czasu spędzam z rodziną, a ilość wyjazdów po ślubie też się pewnie znacznie zmieni, muszę korzystać z tego póki mogę ;) Finalnie 79km w tym tygodniu. Czyli na spokojnie przed półmaratonem, który jest za 6 dni (o zgrozo)! A zapisałam się na niego zaraz przed Nowym Rokiem.. i już 2,5 miesiąca minęło.. Przerażające!

ĆWICZENIA
Raz sala i raz 90 przysiadów :D Jaki rekord, normalnie jest się czym chwalić.
SŁODYCZE
To co Patrysie lubią najbardziej! :P

CZYTANIE
Nadal czytam MurakamiegoBezbarwny Tsukuru Tazaki i lata jego pielgrzymstwa. Nie jest to jakieś zaskakujące szybkie tempo czytania, ale wciąż jestem zainteresowana tą książką i z przyjemności przed snem i w autobusie po nią sięgam. Zazwyczaj wtedy najczęściej CHCE mi się czytać. W innym wolnym czasie wolę spać :P Albo jeść ;)

FRAN

Jak przebiegam obok jednego miejsca, to nachodzi mnie ochota, żeby tak na serio do tego wrócić. Ale potem o tym zapominam :P

MGR

Już mi się oberwało, że zawiodę swoich stałych czytelników! Moja wina moja wina moja bardzo wielka wina.

Trzymać kciuki w sobotę (o 11 chyba)!

niedziela, 8 marca 2015

14. tydzień

Idealne zakończenie średniego tygodnia dzisiaj miało miejsce. Na chwilę obecną mogę stwierdzić, że miałam najlepszy Dzień Kobiet ever, częściowo sama się przysłużyłam do tego, ale w większości to zasługa Ukochanego.

BIEGANIE
Łącznie 91km. Mniej niż zwykle (aczkolwiek sama sobie do planu jeszcze dodałam 8km - patrz pkt. ĆWICZENIA), ze względu na start na 5km w Myślęcinku. Dłuży mi się ostatnio to bieganie, mimo że staram się biegać i tak trochę szybciej, ale to tylko 2-3min szybciej wychodzi na 10km. Samej mi się powoli nudzi. Więc końcówka tygodnia była fajna, bo mniejszy kilometraż i intensywność mnie czekała a co za tym idzie więcej czasu na regenerację. I możliwe że to zaowocowało na moim biegu dzisiejszym, niedzielnym. 5km w 20:13. O 47sekund lepiej niż w październiku. Nogi niosły, płuc nie wyplułam, wyprzedziłam trzy kobitki -  jednym słowem sukces ;) Do tego jakiś niedosyt.. pobiegałabym jeszcze. Ale na odbijanie kilometrów będzie jeszcze czas (pewnie w tym tygodniu już... :P)

ĆWICZENIA
Sala odwołana ze względu na matury. Dlatego z koleżanką po 18 zaliczyłyśmy 8km (wiem, nie powinnam o tym pisać w tym pkt. bo to jest nadal bieganie). Nie ćwiczyłam, bo nie chciałam się nabawić zbędnych zakwasów przed startem (tak jak niektórzy z 60 przysiadów zrobili o godzinie 22 w sobotę i dzisiaj rano ich tyłek bolał)

SŁODYCZE
Lepiej i gorzej. Ale ogólnie średnio. Ze skrajności w skrajność. Staram się to miejsce zapełnić owocami, ale czasami ciężko to wychodzi, bo brakuje bardzo czekolady ;( Ale hit ostatniego czasu to kisiel ze startym jabłkiem :D 3/5

CZYTANIE
Wow ruszyłam jakąś książkę. Jestem na 22 stronie. Powiem tylko że to jest Murakamiego, bo jestem na tyle leniwa, że nie wstanę i nie sprawdzę tytułu tej książki i nie potem pod którą kategorię ją podczepię. Trochę tej jego melancholii sobie będę sączyć.

FRAN
Soon

MGR
Jutro ;)

Dzisiaj do tego sushi było i mój pierwszy w życiu mecz kosza - kij że nasz drużyna dupy dała, ale PODOBAŁO mi się ^^ Ja tak samo jak  Osioł w Shreku zaskoczony drewnianymi laleczkami mówię: "Ja chcę jeszcze raz!"

niedziela, 1 marca 2015

13. tydzień

Wszystko powoli zaczyna zlewać mi się w jedno. Muszę się trochę zastanowić zanim sobie przypomnę, co robiłam dwa dni temu. 

BIEGANIE
Początek tygodnia nawet dobrze przebiegł. Pod koniec przyszło zmęczenie. Przyjazd do Słupska (a bardziej nocna podróż) trochę wybiły mnie z tego błogiego snu, któremu ostatnio poświęcam sporo czasu i przez to czułam się dosyć wybita z rytmu i wypompowana z sił. Jeden dzisiejszy trening na jutro przełożony ;P Ale zamknęłam w tym tygodniu miesiąc luty, w którym przebiegłam 406 km. Jeszcze niedawno taki dystans pokonywałam w dwa miesiące, więc skok jej spory. Niestety zmęczenie jest adekwatne do wysiłku włożonego w to wszystko. 

ĆWICZENIA
Zaliczyłam salę z treningiem obwodowym i ćwiczeniami z piłkami lekarskimi. 
Ale pomyślałam, że mamy 1 marca i jakieś 60 dni do ślubu, czas na małe postanowienia :) Chciałam wrócić do ćwiczeń, ale zbytnio nie wiedziałam, na które się zdecydować i w sumie gdzie je wcisnąć w biegowy grafik. Ale bardzo chcę to zrobić i wymyśliłam na miesiąc marzec Chodakowską. Nie od tak jakąś randomową płytkę. Mam ich dużo, bo chyba z 8 i celem będzie wciśnięcie każdej z nich chociaż raz w tym miesiącu. Czyli jakieś 8 razy na 30 dni. Wish me luck.

SŁODYCZE
Było dobrze na początku i się poszło walić. Kolejny weekend w Słupsku = test oblany. Następna siła woli za 2 tygodnie ;) Myślę, że tak 3/5 bym dała sobie do czwartku, ale od piątku to jakieś 4/5. LIPA

CZYTANIE
Zazdrość, że niektórym idzie lepiej niż mi. Ale oglądanie filmów idzie mi lepiej, niż czytanie. Na początku tygodnia Whiplash, a potem w środę kino i Kingsman. Do tego kilka seriali na TVN player. 

Za to dużo lulania było z pieskiem :)
FRAN
Nawet o nim nie myślę :P

MGR
Spokojnie czeka na swoją kolej.


A teraz lulać, bo rano 20km ;)

niedziela, 22 lutego 2015

12. Tydzień

Większość tego, co działo się w tym tygodniu, kręciła się wokół biegani i jedzenia. Więc nie wiem czy uda mi się napisać 280 słów bez lania wody :P

BIEGANIE
Przebiegłam 93 km. Trochę mniej niż przez ostatnie 2 tygodnie, ponieważ odpadły mi dwa treningi. Myślę, że na dobre mi to wyszło, bo miałam więcej czasu na odpoczynek. Dlatego też Achilles już nie dokucza, piszczele nie bolą tak bardzo. Śpię dosyć długo, bo koło 8-9h, ale staram się nie drzemać po południami, aczkolwiek nie jest tak łatwo. Przeważnie w okolicach 22 jestem już śpiąca. W czwartek zaliczyłam badania wydolnościowe na Polonii. Świetna okazja to był, by oddać się w ręce specjalistów, którzy wyjaśnią niektóre niewiadome i pozostałe znaki zapytania. Na początku nie byłam zadowolona z tej części, która się odbyła na bieżni, bo wydaje mi się, że mogłam trochę więcej dać z siebie. Ale szybko to uczucie minęło po popołudniowym treningu i pizzy wieczorem :P 

ĆWICZENIA
Na sali nie była. Ale przy okazji badań wydolnościowych dostałam rozpisane ćwiczenia wzmacniające. Zakupiłam gumę do ćwiczeń w Biedronce; jeszcze kilka technicznych aspektów (do czegoś ją trzeba przyczepić) i można zacząć ćwiczyć w domu (docelowo 3 razy w tygodniu)

SŁODYCZE
Staram faktycznie się je ograniczać i dosyć dobrze mi to wychodzi. Dyspensy udzielam sobie na ciasta przy okazji herbatki czy kawy u znajomych/rodziny. Kupnym słodyczom mówię NIE ;) No chyba że tictaci od czasu do czasu :P Staram się owocami zapełniać tą lukę. Myślę, że w tym tygodniu dosyć dobrze mi to wyszło i daję sobie 2/5 :D 
Ale żeby nie było tak różowo, od kilku dni jakieś problemy z trawieniem mam i średnio wiem co to jest i co z tym robić =/

CZYTANIE
Ani słowa :D Nie ciągnie mnie póki co.. bardziej podobało mi się oglądanie Superświnki na YouTube :P Wciągające! 

FRAN 

Nada

PRACA M
Zapewne uboższa o kasę, bogatsza o wpis warunkowy. Smutek, ale wszystko w swoim czasie :)

ODLICZANIE
27dni do półmaratonu
56dni do maratonu
67dni do ślubu

niedziela, 8 lutego 2015

T 10

(grobowy nastrój) Witam wszystkich po tym paskudnym, słonecznym dniu. Jeszcze rano mój entuzjazm pasował do warunków pogodowych na zewnątrz, ale niestety po południu zaliczyłam brutalne zderzenie z rzeczywistością.

BIEGANIE
Jestem MEGA niezadowolona z wyniku jaki dzisiaj osiągnęłam w biegu na 5km podczas bydgoskiego City Trail. Domyślam się, że dla niektórych to żadna tragedia, ale moja tendencja spadkowa z miesiąca na miesiąc katuje moją psychę. Zdaję sobie sprawę, że ja się przygotowuję do maratonu a nie do 5km, ale litości, żeby gorszy wynik mieć? ;( Więc zapewne odbędę jednodniową żałobę/depresję i od jutra się ogarnę. Poza tym następny test za miesiąc, więc wszystko jest możliwe. I oby tego śniegu na Dzień Kobiet już nie było!

Ale w tym tygodniu odniosłam inny osobisty sukces. Póki co od 1 lutego do dzisiaj (czyli w 8 dni :P) przebiegłam 128 km, czyli jeśli o mnie chodzi to sporo więcej niż dotychczas. Czasami mam serdecznie dosyć, ale już wolę te treningi niż te głupie "zawody" na 5km :/ Momentami zmęczona byłam, ale dwa treningi dziennie nie idą w parze z zajęciami na uczelni.. Ale na szczęście już mam przerwę od zajęć ;)

ĆWICZENIA
Jeden trening obwodowy. Nie wiem czy nie daję z siebie wszystkiego, czy jest on na krótki bądź jego intensywność jest na niska dla mnie - nic mnie nie boli. Nie żebym jakoś tęskniła za zakwasami, ale zawsze one były dla mnie wyznacznikiem, że coś mi to dało. Póki co najczęściej mięśnie mnie bolą od biegania, ale to nie są te klasyczne zakwasy, które powodują, że nie mogę wstać z kanapy..

SŁODYCZE
Podobnie jak tydzień temu 4/5 Pod koniec tygodnia wpadły pizze, czego sami nie planowaliśmy, one po prostu się zjawiły.. :P Ale te słodycze trzeba opanować!

CZYTANIE
W tym tygodniu lipa. Od poniedziałku do wczoraj przeczytałam może 10stron (dokończyłam wczoraj rozdział). Niestety bieganie sporo czasu mi zabiera i resztę czasu wolnego wolę spędzać z Ukochanym. Chciałabym wrócić do Dawida, ale kolejny punkt pewnie zabierze mi pokaźną ilość godzin z tygodnia (nie licząc biegania :P)

(FRANCUSKI) i MAGISTERKA
Ogłaszam, że francuski idzie w odstawkę, dopóki sytuacja z magisterką się nie unormuje. Na razie bez zmian. Od jutra intensywnie, bo czasu co raz mniej ;) Obym nie musiała szukać usprawiedliwień na przyszły  tydzień :P

I tak zleciał tydzień nr 10, chociaż mam wrażenie jakby to dwa tygodnie były.. Mam nadzieję, że przyszły trochę lżejszy będzie.

niedziela, 1 lutego 2015

Tydzień numer dziewięć

1 luty. Nowy miesiąc. 64 miesiące z Ukochanym, a za 3 miesiące z mężem :D I ktoś tu za 2 dni ma urodziny ;) (i to nie jestem ja ;)

BIEGANIE
(Niestety) wszystko w mojej głowie krąży wokół biegania... Jeden telefon w zeszłą niedzielę trochę zmienił mój punkt widzenia i za razem intensywność moich treningów. Nigdy nie pomyślałabym, że zrobię 100km w jeden tydzień..Oczywiście są osoby, które dla siebie samych bądź charytatywnie przebiegają maraton codziennie, ale ja do nich nie należałam i należeć nie będę (chyba że ktoś w nagrodę napisze za mnie pracę magisterską, to jestem w stanie się zgodzić :P) Końcówka dzisiejszych 25km, była ciężka i liczyłam na dzień wolnego jutro.. Ale sorry Pati.. chciałaś pomoc osoby z zewnątrz, to cierp teraz.... i zamiast mieć dzień wolny to pójdę na trening nie raz, a dwa razy ;) Why not :P Jeśli za tydzień posta nie będzie, znaczy że umarłam z przemęczenia.
Tak wygląda interpretacja mojej regeneracji ;)
I jak tu ograniczyć słodycze?


ĆWICZENIA
Tylko raz zaliczyłam trening obwodowy, ale ciężko cokolwiek wcisnąć między zaliczenia przed sesją, bieganie i Ukochanego. Zmieni się to, obiecuję!

SŁODYCZE
Dla niewtajemniczonych :P Moja ocena (np. 0/5 czy 3/5) tyczy się całego tygodnia i jest moją subiektywną oceną. 0 = zero (do tego chyba nigdy nie dojdzie:P) 5= w pip dużo. Ten tydzień zaliczam na 4. Ani się nie powstrzymywałam zbytnio, ale też nie rzucała się na słodycze jak szalona. Aczkolwiek czuję się, jakbym mogła codziennie jeść po kilka gałek lodów o smaku słonego karmelu od Sowy - swoją drogą bardzo lubię jeść lody zimą. Boję się odstawienia kompletnie słodyczy, bo mój organizm chyba za bardzo jest do nich przyzwyczajony i nie chciałabym żadnych strajków z jego strony: "Jeśli nie oddasz mi słodyczy to ja już dopilnuję, żebyś nie miała na nic sił i leżała w łóżku z gorączką!"

CZYTANIE
Tu się za bardzo nie przyłożyłam w tym tygodniu. Zaczęłam czytać Dawida, ale chyba po 3 czy 4 stronach przerwę zrobiłam. Wszystko za intensywne się wydaje i wolny czas trochę inaczej spędzam. Ale mam nadzieję, że od wtorku będę miała trochę więcej wolnego czasu i wtedy to nadrobię. Ale piątek, który był częściowo moim dniem na regenerację, spędziłam do godziny 20 w piżamie ^.^ i obejrzałam dwa filmy (a też rzadko się tego podejmuję).Gazu mięczaku gazu (Run Fatboy Run) i Magia w blasku księżyca (Magic in the Moonlight). Wszystko lekkie i odmóżdżające.

FRANCUSKI I MAGISTERKA 
No progress.. Sad but true.

niedziela, 7 grudnia 2014

40 WEEK CHALLENGE

Challenge – 40 tygodni – 1 post/tydzień
Nagroda – nie do końca znana (motywacja i satysfakcja same w sobie nie są nagrodą :P)
Czas rozpoczęcia – teraz
Czas zakończenia – pierwszy tydzień września 2015r.

Ja jestem pomysłodawczynią challenge’u, ale miał być on pomiędzy dwójką bliskich mi osób (jedna zdecydowanie potrzebująca motywacji, druga powiedzmy że początkująca). Ale padło hasło „haha ty też musisz uczestniczyć haha” i jakoś nie protestowałam. Dlatego tym postem  
LET THE HUNGER GAMES BEGIN!
Zastanawiałam się tylko, o czym mam pisać. Angela uważa, że o bieganiu i się jej nie dziwię. Od kiedy zaczęłam biegać, a było to 1.04.2013, 3 na 4 „posty” były o bieganiu (jeśli zsumowanie ilości przebiegniętych kilometrów w tygodniu można nazwać postem). Myślę, że skoro posty mają się pojawiać tygodniowo, to będę robiła podsumowanie tygodnia (chyba mało odkrywcze..) w kilku dziedzinach:

1.       Bieganie. Pokrótce o tym będzie, bo Piotra zanudzać nie chcę ;) Wystarczy, że dość często musi wysłuchiwać moich słowotoków na ten temat. Ma to również na celu zmuszenie mnie do wychodzenia z domu. Po okresie roztrenowania wychodzi na to, że nie biegam więcej niż 2 razy w tygodniu, a to niedopuszczalne ;P Kto potem maraton za mnie przebiegnie?

2.       Ćwiczenia. Żeby nie było, nie chcę ważyć mniej (chyba że przed startem w maratonie w kwietniu, ale to nieznacznie mniej), ale minus kilka centymetrów by się przydało i proszę nie negować tego.

3.       Słodycze. Nie chcę pisać o tym, co jem, bo to nudne. Ale postanowiłam wprowadzić skale od 0 do 5. Ma ona przedstawić ilość pożartych w danym tygodniu słodyczy, a bardziej mój stopień zadowolenia z pracy nad sobą (obiecuję być uczciwa ;) Zero = nic a nic, 5= w pip dużo słodyczy i nawet nie starałam się z tym walczyć (czyli bardzo źle). Nie wiem, czy będę oceniać każdy dzień czy może cały tydzień ogólnie. Się zobaczy.

4.        Czytanie. Książek ma się rozumieć. Pod wpływem sukcesu z roku 2013, kiedy to przeczytałam 22/22, które sobie założyłam, w tym roku zdecydowałam się przeczytać 30 (wyzwanie to wyzwanie). Problem w tym, że przechodzę taki okres, kiedy to średnio mnie do książek ciągnie.. Póki co 8 mam przeczytanych. Odrobinę żałosna liczba. Pocieszam się faktem, że sporo Polaków nie przeczytało ani jednej książki w tym roku. Ale nie powinnam się do nikogo porównywać :P Oczywiście nie mam zamiaru przez ostatnie 24 dni tego roku katować się, żeby dobić do 30, ale jeszcze dwie mogłabym zaliczyć.

5.       Francuski. Nie wiem na czym dokładnie miałoby to polegać, ale wiem, że chcę do niego wrócić. Najchętniej bym się zapisała na jakiś kurs, ale dam sobie szansę na naukę w domu.

6.       Magisterka. O ludzie... już mi się niedobrze robi :P Przemilczę to.

Myślę, że to wystarczy.
Życzę pozostałym powodzenia. Mam zamiar wygrać :P



P.S. Ja będę prowadzić statystyki :P I zapisywać karniaki ;)