Pokazywanie postów oznaczonych etykietą półmaraton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą półmaraton. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 26 lipca 2015

Zoo i tygrys, spływ i namiot, półmaraton i Puck

Po krótkiej przerwie czas zdać relacje. Pewnie sporo rzeczy mi umknęło, ale te najważniejsze zapewne jeszcze pamiętam.

BIEGANIE
Zaczęło się od wizyty mojego brata w Bydgoszczy. Dosyć dobrze mi szło bieganie wtedy, żadnego treningu nie pominęłam i byłam z tego bardzo dumna. Na koniec tygodnia zaliczyliśmy kibicowanie uczestnikom triathlonu w Bydgoszczy. To mój debiut w tej dziedzinie i muszę przyznać, że czułam się jak ryba w wodzie. Zapewne zupełnie inaczej by to wyglądało, gdybym sama miała brać w tym udział :P Pewnie pierwsze co to bym się utopiła. 
Kolejny tydzień już nie był taki różowy. Na 7 treningów zrobiłam tylko 3 - deficyt motywacji :( Coś okropnego.. Mąż mnie z domu wywalał, a ja z grymasem na twarzy wychodziłam. Wiem, wiem. To powinno sprawiać przyjemność, a nie zachowywać się, jakby za karę się to robiło, w końcu to moja decyzja. Są jednak pewne aspekty tej aktywności fizycznej, których nie robi się z uśmiechem i  radością. Ta dopiero przychodzi po paskudnej walce z samą sobą i wykonanym treningu. Warto.
Natomiast ten tydzień zdecydowanie lepiej poszedł. Ilość kilometrów też nieco w górę poszłam. Wczoraj pobiegłam w Pucku półmaraton. Zdaję sobie sprawę, że trasa i warunki były ciężkie (mój pierwszy start w deszczu i zapewne nie ostatni), ale moją "fatalną" formę (czy raczej niedyspozycję tego dnia) zwalam na te braki w treningach i niesystematyczność. UROCZYŚCIE OBIECUJĘ POPRAWĘ. Poza tym udało się co nie co wygrać, więc coś na osłodzenie łez dostałam ;) Przynajmniej wiadomo, że warto!

ĆWICZENIA
Nie ćwiczyłam chyba nic a nic. Brakuje mi fitnessu z Martą. Doszłam do wniosku, że nie ma co liczyć na poprawę formy bez pracy nad innymi mięśniami niż nóg, więc od jutra wplatam dodatkowe treningi!

SŁODYCZE
Umiarkowana ilość. Ostatnio ogólnie staram się mniejsze porcje jeść, ale częściej (oczywiście mam na myśli normalne jedzenie a nie słodycze :P). Nie wiem czy są jeszcze efekty tego widoczne na wadze, bo boję się na nią stanąć, ale powoli nogi wracają do swojego poprzedniego stanu ;)

CZYTANIE
Mam nadzieję, że w końcu tą książkę skończę! Ile można ją męczyć. Przestałam jeździć tak często autobusami a tam najbardziej lubię czytać ;)

POZA TYM
Byliśmy w kinie na Ant-manie. Pozytywnie zaskoczona byłam. Można się pośmiać na nim, a myślałam, że będzie sztywno i średnio :) Ale na szczęście mam odpowiednie osoby, które naciskają na mnie, żebym dała niektórym filmom (tudzież aktorom - średnio trawię Toma Cruise'a) szansę.


Z fajniejszych rzeczy, po dwóch latach odwiedziliśmy zoo w Myślęcinku i było kolejne zaskoczenie. Sporo się tam zmieniło. Najbardziej mi zależało na obczajeniu niedawnego ich nabytku - Paska the Tiger! Słodkie zwierze. Spędziliśmy przy jego zagrodzie dobre pół godziny z naszego 3-godzinnego pobytu tam - to o czymś świadczy. Był w ruchu praktycznie cały czas. Podchodził do nas bardzo blisko. Byliśmy również świadkami tego, jak pije ze stawu wodę. Może jakoś nie brzmi to rewelacyjnie, ale dla porównania pierwszego w życiu tygrysa widziałam rok temu w zoo w Oliwie i tam tylko zwierze leżało i dupą się do nas odwróciło... A tutaj piszczałam jak jakaś 6-latka, która spotkała na żywo Mikołaja i prezenty do niego dostała ;) Trzeba umieć się cieszyć z banalnych rzeczy ;)

Ubiegły weekend to był spływ kajakowy i nocleg pod namiotami. 
a) nigdy nie płynęłam kajakiem (chyba że mam jakieś luki w pamięci i poprzedniego razu nie pamiętam)
b) ostatni raz nocowałam pod namiotem jak miałam jakieś 10lat

Same kajaki to fajna sprawa. No chyba że ktoś w wyścigach chce brać udział, wtedy już tak lajtowo nie jest. Natomiast namioty ciut inaczej zapamiętałam. Po pierwsze zupełnie inaczej teraz one wyglądają. Są takie cienkie, lekkie, w miarę proste do rozłożenia, ale ma się wrażenie, że przy pierwszym silniejszym wietrze wszystko odleci.. Po drugiej, wydaje mi się, że staramy się zabrać swoje miejskie życie ze sobą do lasu, nawet na jedną noc. I tak musimy być przygotowani na każdą ewentualność. Niektórzy bez sklepu nie mogą wytrzymać nawet jednego dnia, najchętniej całą łazienkę zabraliby ze sobą i tragedią staje się brak zasięgu i niski poziom baterii. Ja swój telefon zostawiłam w domu, ponieważ wszyscy, z którymi chciałam spędzić ten czas, byli ze mną. To z kim miałabym się kontaktować? 20 lat temu ludzie też wyjeżdżali na biwaki bez telefonów komórkowych i nic im nie było. Z kosmetyków i takich pierdół to krem z filtrem zabrałam, pomadkę ochronną i podróżną szczoteczkę do zębów. Mieliśmy jeszcze spray na komary, ale w ogóle go nie użyliśmy. Nie trzeba wiele zabierać na takie wyjazdy, szczególnie jeśli one krótko trwają. Ale ciekawe, jakby moje pakowanie wyglądało, gdybyśmy na tydzień pojechali ^.^ Może kiedyś się przekonam ;)

A teraz do roboty!

niedziela, 28 czerwca 2015

Połóweczka

Dzisiaj minimalne pisanie, bo mnie boli tyłek od siedzenia :P

BIEGANIE
Lepiej niż ostatnio. Myślę, że wracam powoli do formy (jeszcze z dietą przydałoby się coś zrobić). W tym tygodniu pokonałam jakieś 86 km. Wczoraj odbył się półmaraton i bieg na 10 km w Unisławiu. Koleżanka miesiąc temu mnie namówiła na połówkę i nie żałuję. Na początku na luzie podeszłam do sprawy, pierwsze 5-6 km przegadałam sobie z jakimiś panami na trasie i 30 minut szybko zleciało. Natomiast końcówka to psychiczna tortura. Na ostatnim kilometrze był podbieg o 7% nachyleniu i 2 km przed nim to wyczekiwanie na skazanie. Tempo spada i głowa walczy, żeby przypadkiem do marszu nie przejść. Ostatecznie wyszło nie najgorzej, nawet na jakieś nagrody się załapałam (uwielbiam takie niespodzianki ;). Ale w losowaniu nagród rzeczowych tyle szczęścia nie miałam.
Następny start za miesiąc i póki co dalej ciągnę przygotowania do maratonu. 

ĆWICZENIA
Po poniedziałkowej tabacie u Marty moje wszystko błagało o wolne. We wtorek ciężko mi było złapać oddech w trakcie biegu, bo zakwasy na klatce piersiowej miałam. W środę czułam, że mój trening nie ma prawa wyjść i potrzebuję dnia przerwy. Nie lubię tego robić.. Mogę mieć godzinne problemy z wyjściem na bieganie, ale rezygnacja z biegania to już ciągnące się za mną wyrzuty sumienia.. Ale miało być o ćwiczeniach ;) W czwartek zrezygnowałam z fitnessu, bo jedna w sobotę bieg miał być i nie chciałam wbiegać na metę z zakwasami. A jutro niestety są ostatnie zajęcia w tym półroczu. Dacie wiarę, że szkoła nie pracuje w wakacje i nie wynajmuje sali? :P No nic, w to miejsce będę musiała jakieś zastępstwo wymyślić.

SŁODYCZE
Hmm.. przestałam na to zwracać uwagę. Ale jak ktoś stawia na stół fondu albo dostaje się wielki placek na wynos do domu, nie może się to po prostu zmarnować!

CZYTANIE
Chyba nic w tym tygodniu nie ruszyłam. Żałosne wręcz. Bardziej byłam zajęta i zafascynowana fabułą Wiedźmina 3 i nie w głowie mi było czytanie. Przy Wiedźminie doskonale się bawię, ale będę zadowolona, kiedy w końcu się skończy i będę mogła spokojnie wrócić do czytania. Ogólnie w tym tygodniu czy w sumie przez ostatnie 2 tygodnie pochłonęła mnie jeszcze jednak gra (i idzie mi w nią coraz lepiej ;) Rogue Legacy

FRAN
Zaczęłam naukę na Duolingo :D I zaczynam wszystko od podstaw, bo się okazało, że mega podstawowe błędy robię, więc muszę sobie co nie co odświeżyć ;)

sobota, 4 kwietnia 2015

18 tydzień

Tydzień temu zaliczyłam małą wpadkę czasową i posta nie było. Nieświadomie sobie zrobiłam bałagan na Endomondo i czułam, że należy natychmiast zrobić w tym porządek, żeby ktoś się nie dowalił do moich statystyk ;P I oczywiście musiało to nastąpić po 23 w niedzielę.. Są rzeczy ważne i ważniejsze ;)

BIEGANIE
Entuzjazm po półmaratonie już opadł. Do maratonu zostały 2 tygodnie i znając życie miną one nie wiadomo kiedy. Jeszcze nie zaczęłam się stresować tak na poważnie, jak to miało miejsce przed pierwszym maratonem (też na 2 tygodnie przed). Aczkolwiek chyba mam kryzys, który nie wiem na czym dokładnie polega. Widzę, że powoli mam wszystkiego dosyć. Może to przez to, że przygotowania do ślubu i maraton się zazębiają. Albo to nie maratonem się stresuję tylko ślubem, który na chwilę obecną nie wiadomo czy będzie miał miejsce.. Studia do tego są gdzieś tłem, bo co chwilę coś odwołują.. Jeśli chodzi o samo bieganie, to kilometraż powoli się zmniejsza, ale jeszcze tego nie odczułam. Za to w tym tygodniu "wielkie"lenistwo - przypadł mi jeden dzień wolnego (jutro) oraz była wielka samowolka i zrobiłam sobie dodatkowe dwa dni bez biegania. Kwietniowa pogoda sporo namieszała w tym przypadku - a tak na prawdę to było modlenie się, żeby za oknem padał deszcz, bo bardzo mi się nie chciało wychodzić z domu :P

ĆWICZENIA
W poniedziałek wróciłam do Bydgoszczy i od razu odwiedziłam koleżankę. Słońce na przemian z ulewą - nie zachęcało to do biegania (dzień wcześniej zaliczyłam 20km w deszczu, o czym nie dałam rady opowiedzieć tydzień temu) i zmoknąć kolejny raz nie zamierzałam. Poszłam z Marta na fitness, bo przecież na sali gimnastycznej rzadko pada ;) I to był jeden raz w tym tygodniu. Tydzień wcześniej odwołali mi ostatni trening obwodowy i też poszłam na fitness.

SŁODYCZE
Czy było ich mniej, nie sądzę. W Wielki Piątek nie ruszyłam żadnych ciastek - post to post. Zaczęłam sama piec ciastka owsiane, ale chyba muszę zmniejszyć ilość cukru w nich :P

CZYTANIE
Tu pauza nastąpiła. Jestem chyba zbyt wyczerpana umysłowo, żebym mogła się skupić na czymś dłużej niż 5min. Więc nie, nie pozostałam w moim rytmie czytania.. Trudno mi powiedzieć, czy w niego wpadnę przez najbliższe 4 tygodnie.. Logistyka do kwadratu =/

FRAN/MGR
Nawet nie chce mi się myśleć co tu napisać..

Dobrze, że ślub teoretycznie raz powinno się brać. Nie wiem, kto świadomie chciałby przechodzić przez te wszystkie przygotowania jeszcze raz. I narzeka na to osoba, która ma tylko niewielki ułamek spraw z tym związanych na głowie.

Wesołych Świąt!

niedziela, 22 marca 2015

16. tydzień

W tym tygodniu:
1. LENISTWO - dwa dni bez biegania i bez sali ^^
2. Wyjazd do Wrocławia
3. Skończona książka


BIEGANIE
81km.. nie za mało i nie za dużo. Głównie miało być na spokojnie, żebym zdążyła zregenerować się przed półmaratonem, który miał się odbyć pierwszego dnia wiosny w Sobótce pod Wrocławiem. Stąd nasza wizyta w tym mieście. Na dzień przed miałam przetruchtać 5-6km, ale odpuściłam sobie po podróży pociągiem i po kilkugodzinnym spacerze po okolicy. Człowiek nie uczy się na błędach i zamiast siedzieć na tyłku w pokoju hotelowym i oszczędzać siły na następny dzień musi koniecznie zwiedzić okolicę i oczywiście na piechotę, bo lepszej opcji oczywiście nie ma. Czy kogoś dziwi, że po budziku nastawionym na 5:50, pojawiłam się o godzinie 20 w łóżku w piżamie? Nadal twierdzę, że sen to najlepsza regeneracja (przynajmniej w moim przypadku), więc 10 godziny to chyba odpowiednia ilość snu ;) Jeśli chodzi o sam start, pogoda idealna (no prawie, mogło być jakieś 2 stopnie mniej), słonecznie, trochę wiatru i najważniejsze - bez deszczu, który gdzieś tam wcześniej zapowiadali. 

Trasa Półmaratonu Ślężańskiego wymagająca. Powiedziałabym, że można ją podzielić na dwie części. Pierwsza składająca się głównie z podbiegów, na której trzeba zacisnąć zęby (a raczej pośladki) i wytrzymać te 9km. Potem dosłownie i w przenośni jest już z górki. Nadrabia się wszystkie straty czasowe na dość stromych zbiegach i można w tym czasie unormować tętno i złapać oddech. Można tu zaliczyć najlepszy finisz na świecie, bo jakieś 200-300m zbiegu do samej mety, aczkolwiek nie wszyscy muszą mieć na niego siły. Ja raczej zawsze gdzieś tam na końcówce znajdę resztki energii na przyspieszenie i czasami wygląda to, jakbym wcześniej wcale tych 21km nie przebiegła. 

Ze swojego wyniku jestem bardzo zadowolona. Chciałam zrobić życiówkę i pobiec na 1:40, chociaż moim cichym marzeniem było 1:35. Biegłam na czuja i na tyle, na ile muzyka mi pozwalała (bo to ona głównie daje mi powera). Na metę przybiegłam 407. Byłam 19 kobietą, która ją przekroczyła. Czas - 1:34:51. Tylko 9 sekund, a już taka zadowolona mogłabym nie być. Wystarczyłoby, że przy każdym wodopoju zatrzymałabym się na 3 sekundy i zostałabym z 1:35.. ale było inaczej :P
Sukcesem jest też 5. miejsce w kategorii wiekowej. 

ĆWICZENIA
Jak już wspomniałam, sali nie było - została "zabroniona" i w to miejsce sobie pobiegałam. Tak naprawdę cały ten półmaraton to był jeden wielki trening tyłka. Rzadko miewam zakwasy, a już wczoraj wieczorem czułam, że będą mi towarzyszyć przez pewien czas ;)

SŁODYCZE
Chyba muszę zacząć notować wszystko, co jem, żebym mogła obiektywnie spojrzeć na ilość spożywanych słodyczy. Mega wiele ich nie było, ale za specjalnie mało też nie.. 

CZYTANIE
Murakami skończony. Trochę zawiedziona jestem końcówką. Jestem z tych osób, które lubią wiedzieć, jak wszystkie wątki się kończą i co się dzieje po rozwiązaniu wszystkiego.. a tu lipa. Teraz jak pomyślę, mimo że książkę czytałam z 2 tygodnie, teraz wydaje mi się jakoś dziwnie krótka. 
Dzisiaj zaczęłam czytać Pratchetta Czarodzicielstwo. Wpadłam w pewien rytm czytania i mam nadzieję, że w nim pozostanę.

FRAN
Już prawie zbliżyłam się do zaglądnięcia do niego.

MGR
Jaki szok będzie, kiedy w końcu napiszę tu, że coś ruszyłam.

Na razie sporo załatwiania spraw związanych ze ślubem mam w tym tygodniu.. i bieganie, i praca, i uczelnia... ehh. Już niewiele zostało!