sobota, 25 czerwca 2011

Wilken II - mission accomplished

Zakończyłam ostatnią 1/3 książki. Bardziej mi się podobała od poprzedniej części i doszłam do wniosku, że smutno mi trochę, że muszę czekać do jesieni na następną. Nie żebym rozpaczała, tylko jakiś już czas siedzę w tej historii i teraz muszę wybrać jakąś inną, a niezbyt wiem, za którą miałabym się zabrać. 

Do "Catchera.." póki co nie wracam, może za jakiś czas. I chyba zostanie tak jak początkowo planowałam, następna w kolejce jest "Duma i uprzedzenie i zombie". Zabawna historia.. kupiłam książkę, nie przeczytałam jej a pożyczam jak proszą.. :( Never again :P 

Termin: 3.07  (bo od jutra mam lepsze rzeczy do roboty ;)

czwartek, 23 czerwca 2011

I połowa zaliczona

Pierwsza połowa za mną. Zaczyna się robić ciekawie :)


Korzystając z okazji, że rodziców i brata nie ma w domu, mam święty spokój i mogę sobie czytać :)


Mam 3dni + kilka godzin w samochodzie, chociaż mam nadzieję, że nie będzie potrzeby wykorzystywać tej rezerwy  :) Niedobrze mi się robi od zbyt długiego skupiania na czymś wzroku podczas jazdy.

poniedziałek, 20 czerwca 2011

WOLVEN

Żeby nie było, że fatalna jestem i nic nie czytam (chociaż aktualnie tak jest, bo moim ulubionym zajęciem stało się spanie :), mogę się "pochwalić", że w końcu udało mi się coś skończyć. 

Nie wiem jak Wy, ale ja po przeczytaniu książki bardzo lubię czytać innych recenzje, nieważne czy książka mi się podobała czy nie (chociaż jeśli nie, to bardziej mnie interesi, czy innych wnerwiały te same rzeczy). I tak jak weszłam na goodreads.com już byłam w stanie się zgodzić z pierwszym komentarzem, który przeczytałam. Po okładce, która chyba przekonała Pita, żeby kupił tą książkę, można było się spodziewać, że to lekka książka napisana z humorem dla dzieci. Ale w w trakcie czytania, okazuję się, że bynajmniej taka nie jest.

"Wilken" pani Toft (lat 53 i się urodziła w Nowy Rok ;) to wg wydawnictwa "powieść przygodowa dla dzieci z elementami fantasy i thrillera", co dla mnie mija się z prawdą. Dla młodszych dzieci może być za ciężka, szczególnie, że na początku akcja powoli się rozkręca i dziecko może szybko się znudzić, zanim dojdzie do najlepszego. Prędzej to książka dla +12latków, ale nie mam zbytnio na kim jej przetestować ;) Poza tym "z elementami" to nieporozumienie, bo ta książka to jeden wielki thriller fantasy ;P

Wciągnęła mnie dość szybko i pewnie jakbym nie miała jakichś tam spotkań/zobowiązań (nie pamiętam jakich, ale pewnie takowe były) to bym w 3 dni ją skończyła, a tak to jakieś 6mi to zajęło. Ale to i tak lepiej niż "Catcher.." :P Teraz jestem w trakcie 2 części, która wydaję się nawet lepsza od poprzedniej, ale przez mój ostatni brak humoru na cokolwiek, w ogóle mi nie idzie czytanie :P Ale w niedzielę muszę je oddać, więc termin mnie goni. A na jesień 3 część :)


niedziela, 8 maja 2011

magiczne 22

Początki są ciężkie, to każdy akurat wie. Mój miał 22str. Niby nic, ale biorąc pod uwagę, że przed tym przeczytałam 66 stron, czyli teraz za jednym razem przeczytałam 1/3 tego, co przez kilka tygodni kilka miesięcy temu  (trochę matmy nie zaszkodzi, chociaż tu żadnych niewiadomych niema ;)

Dzisiaj pierwsza niedziela z cyklu "Jedyny dzień tygodnia ze słodyczami" i korzystając z okazji, poszłam po super taniego (99gr) i pysznego biedronkowego rożka. A że pogoda piękna była i stabilne ławeczki były zaraz obok sklepu, zabrałam ze sobą "Catcher'a". Muszę powiedzieć, że sytuacja w "parku" dość dobrze komponowała się z tą w książce. Pada kilka ciekawych słów: putrid, morons, dopey, dope, booze hound, crocked - a w "parku" sporo panów kryjących się po krzakach z piwem. Można ich poznać po dość głośnym bekaniu, po specyficznym zapachu wyczuwalnym, kiedy się obok nich przejdzie i sikaniu w biały dzień, zaraz przy ścieżce, gdzie co chwilę jeżdżą dzieci na rowerkach. 

Co do książki, pamiętam jak Julia powiedziała, że trochę się na niej zawiodła, że przecież to ten "Buszujący w zbożu", którego "trzeba" przeczytać raz w ciągu życia (przynajmniej lista BBC tak twierdzi). A mnie się podoba. Szczególnie główny bohater.. gdy co chwilę mówi, że coś/ktoś dla niego jest the most/best....he ever met/danced with etc. Uśmiecham się co chwilę, bo niektóre sytuacje są komiczne. 

Powoli dochodzę do połowy. Wiem, że to żaden wyczyn, ale zważywszy moją sytuację, to i tak dobrze ;P

Pozdrawiam

wtorek, 3 maja 2011

the Catcher..

To chyba na poważne... Chyba każdy przechodzi przez wielkie "boom" na coś, tak więc moje "boom" miało miejsce 6lat temu, kiedy byłam jeszcze szczeniakiem (bądź pod wpływem szczeniaków) i założyłam bloga. Jak większość blogów, był on o wszystkim i o niczym, ale wtedy to nie miało znaczenia. Za jednym razem można było poinformować znajomych o swoich poczynaniach danego dnia, unikając tym samym rozmów w kółko o tym samym. Chociaż patrząc na to z perspektywy, wydaje mi się  to żenujące, aczkolwiek wtedy bardzo mi się to podobało :)

Po co w ogóle ponownie wchodzę do tego bagna? Cóż, poszukuję hobby (chociaż wystarczająco bardzo interesuję się swoim zwierzakiem i mam parę innych nudnych rzeczy do roboty), na pewno nie dla zabicia czasu (a bardziej by go marnować, ale w jakiś produktywny sposób), ale głównie po to by czytać, bo to akurat średnio mi idzie.. a chciałabym w jakiś sposób się zmusić (chociaż powinnam do czegoś innego się zmuszać). Tak więc, ten blog jest dla mnie, nie dla Ciebie, więc jeśli masz lepsze rzeczy do roboty, a trafiłeś tu jedynie przypadkowo, lepiej opuść tę stronę :)

Po skończeniu (wreszcie) przygód Bilba, czas odkopać "Buszującego w zbożu", bo ambitnie go kupiłam po angielsku za ok. 24zł, a powinnam go skończyć czytać jakieś 4 miesiące temu. 1/3 "The Catcher in the Rye" mam za sobą, pora dokończyć resztę.

Jeśli komuś przyjdzie ochota mnie krytykować za jakiekolwiek błędy.. UWAGA! Żadna ze mnie humanistka! Urodziłam się umysłem ścisłym. Dziękuję.